sobota, 22 lipca 2017

"Opiekunka do dzieci" Elisabeth Herrmann

"Opiekunka do dzieci" Elisabeth Herrmann, Tyt. oryg. Das Kindermädchen, Wyd. Prószyński i S-ka, Str. 542

"– Obietnica? Jak miałabym w nią uwierzyć?"

Przepadam za niemieckimi autorami. Wiele razy przekonałam się, że literatura niemiecka zaskakuje dbałością o szczegóły i pomysłowością. I chociaż kryminały skandynawskie zawsze będą moim numerem jeden, to tuż za nimi znajdują się książki Herrmann - historie, które wciągają od pierwszych stron.

Najnowsza powieść Elisabeth Herrmann rozpoczyna się w bardzo typowy dla niej sposób - subtelnie, niemal dystyngowanie, jakby nic nie zwiastowało wiszącej w powietrzu tragedii. Główny bohater Joachim Vernau szykuje się do spektakularnego ślubu, który otworzy mu drogę do wszystkich najbogatszych sfer wyższych klas. Czy zatem może oprzeć się takiej możliwości? Ojciec Sigrun, jego przyszłej żony pozwoli mu osiągnąć wymarzony sukces w renomowanej kancelarii. Jednak z pozoru idealna rodzina zaczyna ujawniać co raz to nowe, straszne tajemnice. Czy warto zatem angażować się w ich życie, skoro wcale nie jest ono takie idealne?

Autorka potrafi zmrozić krew w żyłach i to nie jeden raz. Jej powieści dotykają strun ludzkiej natury, przenikają człowieka na wylot i rozkładają na czynniki pierwsze portrety psychologiczne wszystkich bohaterów. Za to lubię jej książki, bo mogę zabawić się wraz z autorką w grę kto szybciej zgadnie kto jest winny. Jej najnowsza książka również dostarczyła mi dużo mocnych wrażeń - wszystko zaczęło się na przyjęciu, gdy Joachim miał zostać wprowadzony do nowej rodziny. Poznaje tam tajemniczą kobietę, która ujawnia pierwszy sekret szanowanej rodziny i tutaj w czytelnik pojawia się już podejrzenie, że coś jest bardzo nie w porządku. Co to jednak za zabawa, gdy nie brnie się z pełną świadomością w zapowiadające się kłopoty?

W fabułę wmieszany został wątek przeszłości sięgającej czasów wojennych co całkowicie przekonało mnie do lektury. Uwielbiam takie skoki w czasie, szperanie w demonach przeszłości i sięganie pamięcią dalekich wydarzeń. Jeśli autor potrafi całą fabułę ubrać w słowa i zaczarować nimi czytelnika - nie ma lepszej historii. W tym przypadku nie było inaczej: zaledwie po kilku stronach dałam się wciągnąć do fabuły i z zapartym tchem śledziłam rozwój wydarzeń, bo byłam ogromnie ciekawa jak zakończy się cała - w gruncie rzeczy - chora sytuacja. Tajemnicza Ukrainka zjawiająca się na przyjęciu żąda od ojca Sigrun poświadczenia, że w czasach wojny jego rodzina zatrudniała do opieki nad dzieckiem przymusową robotnicę. Nikt jednak nie bierze kobiety na poważnie. Do czasu, gdy jej ciało nie zostaje wydobyte z Landwehrkanal. Joachim zaczyna podejrzewać, że coś jest nie w porządku i zadaje trudne pytania. Czy nie narazi się tym w rodzinie, która miała go wielbić?

Powieść Herrmann nie jest historią, która gna na złamanie karku. Toczy się swoim spokojnym, dystyngowanym rytmem z mocnym klimatem tajemnicy w tle. Jednak to jej urok i absolutnie nie wpływa to na dynamikę akcji - od wydarzeń trudno jest się oderwać a rozgryzienie zagadki z przeszłości staje się dla czytelnika priorytetem. Mam wrażenie, że autorka zaczęła tworzyć nowy nurt w powieściach kryminalnych - bardziej społeczny, mniej drastyczny. Dla mnie to pomysł zdecydowanie trafiony, który naprawdę polecam.

piątek, 21 lipca 2017

"Wyskok" Elisa Carbone

"Wyskok" Elisa Carbone, Tyt. oryg. Jump, Wyd. Media Rodzina, Str. 264

"
"- Pamiętaj, wypuść chomika na wolność. – Poruszając rękami, udaje, że otwiera klatkę i uwalnia zwierzątko. – Kołowrotek.
Obejmuję dłońmi głowę.
- Och, Boże, gryzonie w mojej głowie, gryzonie w mojej kolacji."

Poznajcie P.K., dziewczynę, która lubi być sobą. I nieszczególnie wiąże swoją przyszłość z dobrymi stopniami .Ignorując szkolne zasady poświęca się temu co kocha najbardziej - wspinaczce. Życie ją przytłacza, a ciągłe zakazy i nakazy doprowadzają do szału. Jak żyć pośród ograniczeń? W gęstwinie poszukiwań własnej siebie odnajduje Zwierzaka - towarzysza swojej niedoli, trochę pokręconego a jednak hipnotyzującego chłopaka, który przeżył zdecydowanie za dużo. Czy tych dwoje ma szansę odnaleźć wspólną drogę? I czy jest ona im pisana?

Na pierwszy rzut oka powieść wydaje się banalna. Te same, powielane w nieskończoność schematy, problemy nastolatków i zbłąkana, niedojrzała miłość. Nie ukrywam, że i ja tak pomyślałam, gdy zabrałam się do lektury powieści Carbone. Jednak ze strony na stronę moje uprzedzenia zaczęły uciekać w niepamięć. Fabuła mocno bazuje na wątku młodzieńczych dylematów, jednak są one prawdziwe i wiarygodne - pomagają zdefiniować własne potrzeby i ukazują ludzkie relacje w prawdziwym świetle. Jest to możliwe za sprawą spotkania dwójki głównych bohaterów, gdzie na pierwszy rzut oka połączenie ich w jednej historii wydaje się zupełnie pozbawione sensu. A jednak wraz z rozwojem fabuły wszystko zaczyna idealnie do siebie pasować i czytelnik nie ma już żadnych pytań.

Przede wszystkim musicie wiedzieć, że historia nie opiera się konkretnie na wątku miłosnym. Jest on w pewnym sensie motywem przewodnim w tej książce, ale tak naprawdę liczy się najmniej. Za sprawą dojrzałości głównych bohaterów, ich doświadczeń i problemów autorka pokazała jak ważny dla człowieka jest drugi człowiek i na przykładzie zwykłej, ludzkiej relacji ukazała przebieg problemu w momencie, gdy mamy w kimś oparcie. Być może brzmi to dla Was górnolotnie, melodramatycznie czy zbyt wyniośle, ale wcale takie nie wydaje się podczas poznawania lektury - to w gruncie rzeczy prosta akcja z bardzo ważnym przesłaniem, które zostaje w głowie czytelnika także po skończonej fabule. Docenicie i zrozumiecie to dopiero, gdy pozwolicie sobie na poznanie akcji "Wyskoku".

Pasja, marzenia, wielkie plany i przewrotny los - to w dużym skrócie składniki tej lektury. Każdy z nich dopracowany w detalu i ukazany z sercem nie wzbudza żadnych pytań o realność rozgrywanych wydarzeń. Wspinaczka nie jest moją mocną stroną, a jednak poprzez zaangażowanie autorki mogłam zrozumieć pasje bohaterów - ich siłę do tego by piąć się wyżej, ich zaangażowanie i brak lęku przed niebezpieczeństwem. Carbone w niezwykle obrazowy sposób pokazała mi, że każda pasja jest wyjątkowa i ukazała jej piękno laikowi, który do tej pory nawet nie myślał, by zając się wspinaczką. To jednocześnie świadczy o dużym warsztacie literackim autorki, która umiejętnie posługując się słownictwem i stylem przekona do siebie każdego czytelnika.

Książki uczą życia i to nie pierwsza lektura, która to udowadnia. A jednak każda taka historia zmienia mnie choćby w niewielkim stopniu. Bardzo się cieszę, że mogłam poświęcić swój czas lekturze "Wyskoku", bo okazała się ona dla mnie cenną lekcją. Przez pryzmat swobody i lekkości spojrzałam na problemy życia codziennego z zupełnie innej perspektywy, mogłabym nawet napisać - z innej wysokości. To naprawdę dobra książka i zdecydowanie warta uwagi - polecam!

Przedpremierowo: "Pędzle w kieliszku" Patryk Beniamin Grabiec

"Pędzle w kieliszku" Patryk Beniamin Grabiec, Wyd. Novae Res, Str. 175

"Długo nie mógł zasnąć zastanawiając się nad swoim życiem, które ulegało co raz poważniejszym zmianom."

Czasami niepozorna objętościowo historia może nieść ze sobą większe przesłanie niż najgrubsza powieść. Przekonałam się o tym na przykładzie powieści "Pędzle w kieliszku", która okazała się przestrogą ku przyszłości dla wielu czytelników.

Główny bohater, Janek to mężczyzna z przeszłością. Traumatyczne wydarzenia z młodości rzutują na jego obecne życie, bo problemy z ojcem zaprowadziły go na skraj rozpaczy. Radząc sobie nieudolnie ze wciąż powracającymi wspomnieniami pije i pozwala, by życie przelatywało mi między palcami. Można by przez to pomyśleć, że to negatywna, nieciekawa postać antybohatera, który zatracił się w swoim nieszczęściu i zapomniał, że o życie należy walczyć. Przyznaję, że sama na początku miałam takie myśli, ale im dalej w lekturę tym bardziej poznawałam bohatera i zaczęłam dostrzegać wszystko to co go otacza teraz oraz to co miał kiedyś. Przez to też rozumiałam jego wybory i nie oceniałam go wyłącznie po pozorach.

Autor stworzył powieść opartą na współczesnych motywach, bardzo wiarygodnych i możliwych do przełożenia na życie wielu czytelników. Wbrew pozorom podobne problemy to chleb powszedni dla wielu, bo trudne relacje rodzinne są motywem ponadczasowym. Ten kto nie radzi sobie z natłokiem myśli próbuje je zagłuszyć i decyduje się nie rzadko na desperacki krok - tak też zrobił Janek, który sięgnął po alkohol. Na całe szczęście w pewnym momencie się opamiętał dzięki - nie inaczej - miłości, która pozwoliła mu spojrzeć na siebie z innej perspektywy. Wiktoria pozwala mu odrodzić się na nowo, a praca i pasja pozwalają mu w końcu porzucić nałóg. Jednak czy demony przeszłości tak łatwo odchodzą?

"Pędzle w kieliszku" to ludzka opowieść o bólu, cierpieniu i złudnej nadziei, która przez jakiś czas daje nam możliwość szczęścia. Autor w prostym stylu pokazał życie swojego bohatera, ale tak naprawdę na jego miejscu mógłby znaleźć się nie jeden czytelnik. To mądra, życiowa powieść z lekkim językiem i prostym przesłaniem. Często zdarza się, że stoimy na zakręcie, jednak to wyłącznie od nas zależy czy podejmiemy dalszą walkę. Miłość, pasja, determinacja - to trzy czynniki przełomowe w życiu głównego bohatera, które odnajdziecie na stronach tej powieści. Myślę, że wielu z Was dostrzeże w niej urok ludzkiego przesłania o którym nie powinno się zapominać.

"Pędzie w kieliszku" Patryka Beniamina Grabca pod patronatem ThievingBooks

Kolejna już książka trafiła do grona lektur którym patronuję. Tym razem to powieść o prawdziwym życiu, bardziej obyczajowa i mniej młodzieżowa. Otwiera drogę do demonów przeszłości i pokazuje jak trudna może być teraźniejszość.


PATRONAT MEDIALNY: ThievingBooks

"Pędzle w kieliszku" Patryk Beniamin Grabiec

Janek nie może uwolnić się od traumy przeszłości i bolesnych relacji z ojcem, które kładą się cieniem na jego losach. Pije i pozwala, by życie przepływało obok. Znów traci pracę.

Gdy dostaje etat w magazynie, rozumie, że to szansa, być może ostatnia, na zmianę. Pełen nadziei obiecuje sobie solennie, że odstawi butelkę i zacznie przyzwoicie żyć. Udaje się! Z poznaną w pracy Wiktorią połączą go dobre i silne uczucia, młodzi stają się dla siebie całym światem i podporą. Po latach Janek wraca też do malowania – wreszcie czuje się wolny i wyzwolony z objęć demonów. Znów robi to, co kocha i co potrafi najlepiej, jest doskonałym artystą. Zostaje zauważony i dostaje propozycję wernisażu. Gdy przyszłość stoi przed nim otworem, w blasku i spokoju, nałóg i demony ponownie dają o sobie znać…


Jesteście ciekawi tego tytułu? Niedługo pojawi się przedpremierowa recenzja powieści :)

czwartek, 20 lipca 2017

"Gra miłości" Huntley Fitzpatrick

"Gra miłości" Huntley Fitzpatrick, Tyt. oryg. The Boy Most Likely To, Wyd. Zysk  i S-ka, Str. 464

Lubię, gdy książki mnie zaskakują. Mam wtedy poczucie, że nie sięgnęłam po wybraną lekturę na darmo. Twórczość Huntley Fitzpatrick odkryłam niedawno, gdy przeczytałam cudowna opowieść "Moje życie obok", ale już po jednej jej książce przekonałam się do twórczości autorki - przez jej pomysł na fabułę i przede wszystkim wspomniany wcześniej i jakże kluczowy element zaskoczenia. 

Autorka zdecydowała się pójść w kierunku powieści młodzieżowej z przesłaniem wynikającym z zasad jakimi kierujemy się w życiu. To już druga jej książka, która pokazuje, że pozory to rzecz złudna a świat wcale nie jest taki kolorowy jak nam się wydaje. Na całe szczęście jest w tym wszystkim miłość - ta utarta już, znana przecież z niemal wszystkich książkowych motywów, a jednak jakby inna. W rękach Fitzpatrick miłosne perypetie bohaterów zmieniają się nie do poznania w nieoczywiste sprawy do rozwiązania, gdzie uczucie nie wydaje się wcale takie proste jak każdy przypuszczał. To właśnie największy atut tej historii - miłość na pierwszym planie, która nie jest słodka, nie jest nawet słodko-gorzka, jest po prostu szczera i prawdziwa, bez żadnych upiększeń.

A jeśli już wspominam o pozytywnych aspektach historii, nie mogę zapomnieć o bohaterach - dopracowanych i jakże wiarygodnych, których dylematy stały się także moimi rozterkami. Na moment znalazłam się w ciele głównej bohaterki i śledziłam jej poczynania od tej najważniejszej strony. To wszystko za sprawą dużego warsztatu autorki, która poprzez kreację swoich postaci w bardzo prosty sposób umożliwiła mi utożsamienie się z nimi, wejście do ich głowy i zrozumienie decyzji jakie podejmowali. Szczególnie, że dwójka czołowych bohaterów to postacie barwne i naznaczone przez życie bagażem doświadczeń. Pamiętacie Alice Garret z "Moje życie obok"? Tam była bohaterką drugoplanową, tutaj natomiast stała się centralnym punktem historii. Dziewczyna poświęciła swoje życie rodzinie i z wielkim zaangażowaniem dbała o rodzeństwo. W pierwszym tomie historii mocno mi zaimponowała, ale dopiero teraz bliżej przyjrzałam się jej charakterowi i przyznaję - o takich bohaterkach mogłabym czytać przez cały czas. Czy właśnie nie o to chodzi by postacie były mądre, dojrzałe, błyskotliwe i swobodne zarazem? Alice absolutnie niczego nie brakowało, okazała się dziewczyną pełną ukrytych cech charakteru i których nie miałam pojęcia, a których poznanie okazało się jednym z pozytywnych aspektów tej lektury. Nie powinnam jednak przy tym zapominać o Timie - młodocianym członku grupy AA, zagubionym, pokiereszowanym przez życie chłopaku z ogromnym bagażem doświadczeń i bólu. Nigdy bym nie pomyślała, że Alice którą znam, ta sama, która bawiła się chłopakami i kpiła z miłości znajdzie w Timie odbicie samej siebie. A jednak - mimo tego, że broniła się do ostatniego tchu - uczucie wygrało. Jednak czy faktycznie ma ono możliwość przetrwania?

Autorka doskonale żongluje emocjami w tej powieści i trzyma czytelnika w napięciu. Do ostatniej strony nie byłam w stanie przewidzieć jak potoczą się losy tej dwójki. Kibicowałam im ze wszystkich sił, ale miałam też świadomość przewrotności losu, który w przypadku tej dwójki okazywał się często bezlitosny. To książka z charakterem, pewna siebie, taka która nie gubi rytmu. Doskonała fabuła, świetny styl i dojrzałość akcji to nic w porównaniu z bohaterami - zabawnymi, błyskotliwymi, a głębokich duszach. Uwielbiam tą książkę i uwielbiam Garretów - takich historii po prostu się nie zapomina.

środa, 19 lipca 2017

Przedpremierowo: "Mroczna tajemnica Bieszczad" Paweł Ślusarczyk

"Mroczna tajemnica Bieszczad" Paweł Ślusarczyk, Wyd. Novae Res, Str. 303

"- Nie wstyd ci, że jesteś taką świnią? [...]
- Czasem wstyd, ale co ja tu mogę?"

Lokalna społeczność, górski klimat, tajemnica i morderstwa - oto przepis na powieść Pawła Ślusarczyka. Czy udany? Postanowiłam przekonać się o tym na własnej skórze.

Lubię, gdy kryminał mnie zaskakuje i niesie ze sobą obietnicę dobrego klimatu. To dwa podstawowe elementy, które muszą być w tym gatunku zawarte. Nawet gdy zagadka jest do rozwiązania łatwa i możliwa jeszcze przed finałem to dobrze skonstruowane napięcie jest w stanie poradzić sobie z każdym niedociągnięciem fabuły. Pomyślałam sobie zatem, że skoro mamy Bieszczady w tle naszej rozgrywki będę miała to zapewnione, bo w końcu górski klimat niesie ze sobą powiew tajemnicy i sekretów. Nie trzymając Was dłużej w niepewności potwierdzę - właśnie to otrzymałam. Bardzo dobrą, subtelnie nakreśloną aurę nieodstępującą czytelnika do ostatniej strony.

Fabuła jak na powieść kryminalną ie jest szczególnie skomplikowana. W Bieszczady powraca człowiek, który od lat terroryzował społeczność. Piętnaście lat temu został oskarżony o morderstwo, ale nigdy nie trafił do więzienia. Wraz z powrotem Ryszarda ginie kolejna młoda dziewczyna a wszystko wskazuje, że to jego sprawka, bo zgadzają się wszystkie okoliczności. Czy to naprawdę on jest mordercą, teraz już seryjnym? Sprawą zajmie się młoda policjantka i student medycyny - razem tworzą świeży duet, który być może współczesnym okiem podejdzie do sprawy bez uprzedzeń i nakierowań.

Autor pisze lekko i bardzo przyjemnie. Nie dopatrzyłam się w tekście żadnego zbędnego opisu, który mógłby wydłużyć fabułę. Wręcz przeciwnie, akcja jest szybka i dynamiczna, bohaterowie ciekawi i - uwaga! - młodzi, dzięki czemu wnoszą do historii powiew świeżości a dialogi płynne i konkretne. To atut tej historii, bo dzięki temu wszystko wydaje się na właściwym miejscu. Autor miał pomysł na swoją książkę i w pełni go wykorzystał. W dodatku wątki detektywistyczne zostały połączone z prozą poetycką a dobrze wykreowane napięcie związane z tajemnicą wiszącą nad postacią Ryszarda i martwych dziewczyn miejscami ustępuje miejsca zmysłowości wybranych scen i nawet chwilami humoru. Czy taki misz-masz literacki jest możliwy, szczególnie w przypadku kryminału, gdy ten nie powinien odwracać w żaden sposób uwagi czytelnika. Jak się okazuje - to możliwe, a jeśli poświeci się temu uwagi, może się to nawet udać, czego dowodem jest powyższa książka.

"Mroczna tajemnica Bieszczad" to dobry pomysł i jeszcze lepsze wykonanie. Uwagę czytelnika przykuwa każdy detal a literacki misz-masz zapewnia naprawdę dobrą zabawę. Takie książki są potrzebne - nie ukierunkowane na konkretny gatunek, ale po prostu płynące z pasji pisania. Cieszę się, że mogłam ją przeczytać i mam nadzieję, że wielu z Was zdecyduje się na tą historię. Jestem pewna, że nie poczujecie się rozczarowani.

"Indeks szczęścia Juniper Lemon" Julie Israel

"Indeks szczęścia Juniper Lemon" Julie Israel, Tyt. oryg. Juniper Lemon's Happiness Index, Wyd. IUVI, Str. 372

"Może tak naprawdę chowam się przed prawdą."

Każda kolorowa okładka przyciąga mnie do siebie jak magnes. Wiem, nie powinnam oceniać książki w ten sposób. Tylko nie jest to takie łatwe, gdy minimalistyczny styl kusi oko a następnie opis z okładki intryguje na całego. Czy w takiej sytuacji można się oprzeć lekturze?

"Indeks szczęścia" to lektura, która przede wszystkim zapewnia czytelnikowi atrakcję. Pominę już samą dobrze napisaną i przemyślaną akcję, bo forma powieści ma tutaj równie ważne znaczenie. Tekst to nie tylko powieść fabularna, ale i karteczki, maile, cytaty, wypunktowane informacje. Nie trzeba długo czekać by taka forma zbliżyła czytelnika do fabuły i pomogła mu lepiej zrozumieć rozgrywane wydarzenia.

Czasami mam wrażenie, że autorom brakuje pomysłu na książki. Sięgają po utarte schematy i nie wymyślają niczego nowego. Także tym razem miałam pewien moment zawahania, bo choć okładka niemal syrenim śpiewem kusiła mnie nucąc "chodź do mnie", to z tyłu głowy miałam przekonanie, że otrzymam kolejną smętną historyjkę o bólu i stracie, której podobne wersje czytałam już wiele razy. Na całe szczęście bardzo miło się rozczarowałam gdy zaczęłam podążać za fabułą - poznałam Juniper Lemon, tytułową i jednocześnie główną bohaterkę, której charakter i osobowość świeciły wewnętrznym blaskiem. O podobnych postaciach sługo się nie zapomina, bo chociaż na pierwszy rzut oka ich historie są smutne, to przy bliższym spotkaniu dają czytelnikowi wiele radości.

Minęło sześćdziesiąt pięć dni od śmierci Camilli - starszej siostry Juniper. To wielki cios dla dziewczyny, bo życie bez siostry stało się szare i nic nie znaczące. Jednak pewnego dnia odkrywa list Cam do tajemniczego "Ty", datowany na dzień wypadku. W sercu głównej bohaterki zaczyna rodzić się jeszcze większa pustka i żal do siostry za tajemnice, jakie przed nią miała. By ponownie zrozumieć Camillę i dowiedzieć się o niej całej prawdy Junpier decyduje się podążyć tropem pozostawionego listu i pozwolić, by obraz jej siostry na nowo powstał w jej umyśle

Tak wygląda historia, która na pierwszy rzut oka wydaje się niepozorna a przy bliższym spotkaniu bardzo zyskuje. Mnóstwo emocji przewinęło się przez fabułę i to nie tylko tych smutnych. Juniper to centralny punkt powieści przez wzgląd na jej barwną osobowość - notuje swoje myśli, podąża trochę innym torem rozumowania i ma głęboką duszę. Gdy pewnego dnia gubi najcenniejszą kartkę ze swoimi zapiskami zaczyna powoli dostrzegać różnicę w konfrontacji z cudzą tajemnicą. Jak to jest, że z naszego punktu widzenia wszystko co nas nie dotyczy wydaje się takie proste? "Indeks szczęścia" dzięki temu nabiera znaczenia - to książka mądra i przyjemna, która swoim przesłaniem trafi do nie jednego czytelnika zapewniając mu przy tym naprawdę dobrą historię. O tym jak szybko potrafi komplikować się życie Israel napisała wyśmienicie. Polecam!

wtorek, 18 lipca 2017

"Nie zapomnij mnie" Anna Bellon

"Nie zapomnij mnie" Anna Bellon, Wyd. OMGBooks, Str. 320

"Nina zostawiła po sobie otwartą furtkę, Ollie. Ten rozdział nie jest zamknięty. Nie zapomnisz jej. Ale możesz mimo wszystko ułożyć sobie życie bez niej."

Pamiętacie głośną premierę "Uratuj mnie" Anny Bellon, która na Wattpadzie zdobyła rzeszę fanów? Dziś autorka powraca z kontynuacją swojej serii, gdzie drugi tom przyniósł jeszcze więcej perypetii głównych bohaterów.

The Last Regretto centralny punkt powieści. Zespół powstał na oczach czytelnika, gdy w pierwszym tomie pojawił się w formie pomysłu a następnie przerodził w projekt. Nikt tak naprawdę nie spodziewał się, że osiągną taki sukces. Teraz cały świat zna ich utwory, fanów przybywa z każdą minutą a nominacja do Grammy jest tylko kwestią czasu. To nie pierwsza powieść, która tak mocno angażuje w swoją fabułę muzykę, a przecież jak wiadomo - łagodzi ona obyczaje. Dlatego tak bardzo lubię gdy autorzy decydują się na jej wykorzystanie. Jednak ważne jest to by wykorzystano ten motyw z pomysłem, inaczej na pewno nic z tego nie wyjdzie.

Myślę, że autorce udało się wykorzystać ten motyw przede wszystkim w rozplanowaniu fabuły dla swojej serii. Zamknęła ona przygodę Mai i Kylera w pierwszym tomie, a teraz drugą część rozpoczęła perypetiami miłosnymi kolejnego członka zespołu - Olliego. Bo tak naprawdę seria The Last Regret nie jest niczym innym jak powieścią młodzieżową z serii New Adult, w której królują uczucia. Poprzez przykład pierwszej książki wiem, że Anna Bellon lubi poprowadzić swoich bohaterów przez kilka życiowych problemów, by mogli docenić co mają, ale to akurat uczy ich trochę prawdziwego świata. 

Ciekawi bohaterowie i równa im akcja - to czeka na Was w kontynuacji serii Bellon. Odnoszę również wrażenie, że druga książka została bardziej dopracowana. Zmienił się na pewno styl autorki - z niemal aż za prostego na swobodny i lekki, dzięki czemu tą powieść czytało mi się znacznie lepiej. To pocieszający fakt, bo widać, że autorka się stara. Również opowieść Olliego przypadła mi do gustu bardziej niż Kylera. Kolejny członek zespołu okazał się złożonym bohaterem o trochę przytłaczającym podejściu do świata - trwał w związku z dziewczyną, której nawet nie kochał. I co najgorsze w tym wszystkim, doskonale zdawał sobie z tego sprawę. Dlaczego zatem tkwił w całej tej chorej sytuacji? Trudno odpowiedzieć mi na to pytanie, bo Ollie to zamknięty chłopak i nie bardzo mogłam pozwolić sobie na to by wejść do jego umysłu. Widziałam jednak jak męczyła go tęsknota za pierwszą prawdziwą miłością i dziewczyną, która nagle odeszła. Czy zatem odnalezienie Niny pozwoli mu znaleźć odpowiedzi na niezadane pytania?

"Nie zapomnij mnie" jest historią z subtelną tajemnicą. Inną od swojej poprzedniczki, trochę bardziej dopracowaną, ale też bardzo młodzieżową. Przypadnie do gustu wszystkim miłośniczkom miłosnych uniesień, bo tych w historii Olliego na pewno nie zabraknie. Poszukiwanie ukochanej osoby zawsze wiąże się z mnóstwem atrakcji. Jesteście zatem przygotowani na emocjonalną podróż?

poniedziałek, 17 lipca 2017

"Bad Mommy. Zła mama" Tarryn Fisher

"Bad Mommy. Zła mama" Tarryn Fisher, Tyt. oryg. Bad Mommy, Wyd. SQN, Str. 320

"Jesteśmy sumą naszych wczesnych doświadczeń, naśladujemy sposób, w jaki nauczono nas kochać, uprawiać seks i nawiązywać kontakty z ludźmi. Niektórzy z nas zrywają z przeszłością, innym nigdy się to nie udaje."

Książki Tarryn Fisher przekonały mnie do siebie nietypowością. Po lekturze "Margo" długo nie wiedziałam co myśleć o pomyśle na fabułę, a jednak śmiało mogę napisać, że była to jedna z lepszych książek jakie czytałam. Uwielbiam, gdy książka w bardzo intensywny sposób działa na psychikę czytelnika w przypadku tej autorki nie może być inaczej. Dlatego sięgnęłam po "Bad Mommy" - z nadzieją, że i tym razem mocno namiesza mi w głowie.

Mogłabym pomyśleć, że autorka ma głowę przepełnioną mocno destrukcyjnymi myślami, które nie powinny oglądać światła dziennego, ale gdy przelewa to na papier - nie mam nic przeciwko. Jej najnowsza książka zaskakiwała mnie niemal na każdej stronie, może nie tyle rozgrywanymi wydarzeniami co przemyśleniami jakimi dzieliła się autorka ze swoimi czytelnikami. Fisher wplotła do fabuły wiele sentencyjnych myśli - uwaga! - mocno psychopatycznych. Niemal cały tekst oparty został na zaskakującym motywie mrożącej krew w żyłach obłąkanej historii, która będąc w stylu autorki po raz kolejny pokazała mi, że oryginalność w literaturze jest jeszcze możliwa.

Nie mam pojęcia co siedzi w głowie autorki, ale kolejną jej powieść biorę w ciemno - uwielbiam ten psychodeliczny klimat niepewności, chorej satysfakcji umysłu, gdy rozgryzie zagadkę maniakalności wiszącej w powietrzu niemal od pierwszych słów. Zaczynam wyczuwać tutaj znak rozpoznawczy Fisher - poprzez szaloną fabułę wzbudza w czytelniku całą masę pędzących emocji od których nie sposób się oderwać. Przepadłam w drugiej już dziwnej i nieskrępowanej żadnymi zasadami moralnymi historii i jestem zaskoczona jak bardzo przypadła mi ona do gustu - coś nowego, coś dziwnego, czego jeszcze do tej pory nie było.

Powieść podzielona została na trzy części, które pozwoliły wyjść na pierwszy plan trzem głównym bohaterom. Ukazali się oni przed czytelnikiem w całej krasie i ze swoim pokręconym światopoglądem wzbudzili moim światem nie na żarty. Autorka z precyzją chirurga rozłożyła ich psychikę na czynniki pierwsze i krok po kroku ujawniała siedzące w ich głowach tajemnice. A kiedy zaczęły one wychodzić na światło dnia - mnie odbierały mowę. Nie byłam przygotowana na wszystkie to smaczki wyłapywane ze strony na stronę a jednak delektowałam się wszelkimi odchyleniami od normalności. To kluczowy motywie tej powieści - dziwność, która ogarnia czytelnika i tak mocno miesza mu w umyśle, że gdy ten przewraca ostatnią stronę, nie ma pojęcia co myśleć ani co powiedzieć.

"Bad Mommy" ma w sobie moc powieści zupełnie nietypowej, niezwykle zaskakującej, o nietypowym zakończeniu. Wszystkie atuty twórczości autorki skumulowały się właśnie w tej powieści dzięki czemu otrzymaliśmy wyjątkowo dobrze napisaną historię. Nie jest to jednak lektura dla każdego - czytanie jej wymaga odwagi, która jest wyznacznikiem dla zrozumienia i dostrzeżenia uroku tej historii. Według mnie: takiej książki jeszcze nie było i mam nadzieję, że na tym autorka nie poprzestanie, bo jak się okazało "Margo" to historia która była tylko wstępem do rozwinięcia talentu autorki. "Bad Mommy" po prostu odbiera mowę - jednak czy nie jest tak, że bestsellery bronią się same?

niedziela, 16 lipca 2017

"Dziewczyna na miesiąc. Lipiec - Sierpień - Wrzesień" Audrey Carlan

"Dziewczyna na miesiąc. Lipiec - Sierpień - Wrzesień" Audrey Carlan, Tyt. oryg. Calendar Girl Volume Three, Wyd. Edipresse, Str. 430

"Skarbie ja też cię kocham. Tylko ty. Tylko ty i ja."

Znacie taki rodzaj książek, które wybiera się w przerwie między bardziej poważniejszymi by na moment się odstresować i zrelaksować? Niezobowiązujące, dobre lektury na jeden wieczór, które szybko wciągają do fabuły? Ja odnalazłam się w ten sposób, w serii Audrey Carlan - lekkiej, sympatycznej historii miłosnej.

Seria obejmuje cztery tomy połączone ze sobą główną bohaterką, która - nie inaczej - jest dziewczyną do towarzystwa. Każda książek to kontynuacja swojej poprzedniczki, więc warto rozpocząć serię od pierwszego tomu, szczególnie że w startowej części Mia Saunders, główna bohaterka, wyjawia czytelnikowi od czego wszystko się zaczęło. Chciała żyć normalnie i nigdy nie pomyślałaby, że jej zawód zmieni się w ten, który jest obecnie. Jednak długi ojca i groźba śmiertelnych porachunków zmusiły dziewczynę do szybkiego podjęcia decyzji. Sprawę ułatwiła jej ciotka, ale jeśli przyjrzymy się bliżej Mii dostrzeżemy, że nawet się jej to podoba.

Mia co miesiąc jest kobietą do towarzystwa dla innego mężczyzny. Umowa nie obejmuje żadnych seksualnych uniesień, jeśli o tym myślicie - tylko towarzystwo, dla umilenia czasu. Jednak czy spędzanie wszystkich kalendarzowych dni miesiąca z bogatymi, niezależnymi i bardzo przystojnymi mężczyznami nie pobudza hormonów i nie zobowiązuje do czegoś? Mia jest bohaterką, której charakter nie jest szczególnie zarysowany - ciekawska świata, ale nie z pazurem, choć nie mogę napisać by nie wiedziała w co się pakuje. Nie drażni czytelnika, nie denerwuje swoim zachowaniem a to dla mnie najważniejsze.

Historia choć obejmuje tylko jeden główny wątek jest też dobrym przykładem trochę pokręconej wersji motywu drogi. Dziewczyna w każdym miesiącu przebywa gdzie indziej, dzięki czemu czytelnik może podróżować razem z nią - był między innymi Boston czy Hawaje, ale trzecia część nie odbiega od reszty. Tym razem przeniosłam się do Miami, Teksasu i Vegas. Czy to nie idealny wybór na gorące lato? Druga połowa roku Mii to kolejna dawka intensywnych wrażeń, szczególnie że jej nowi partnerzy to kolejne obiekty westchnień wielu pań. Anton - popularny muzyk angażuje naszą bohaterkę do swojego najnowszego teledysku, Maxwell - potentat naftowy zaprasza ją do roli swojej zaginionej siostry by zdobyć upragniony majątek. Nie można zatem powiedzieć by życie naszej głównej bohaterki było nudne.

Seria Dziewczyna na miesiąc to niezobowiązujący, lekki cykl, który naprawdę potrafi umilić czas. Sodko-gorzka historia miłosna z nutą podtekstu erotycznego to nie tylko klasyczny romans, ale i zupełnie nietypowe historie. Każdy miesiąc niesie ze sobą obietnicę czegoś nowego, zaskakującego, bo nie wiemy gdzie trafi Mia ani jaką rolę przyjdzie jej odegrać. Każdy z mężczyzn gwarantuje jej życie jak w bajce poprzez pieniądze, ale ma również swoje za uszami zdeprawowany żądzą władzy. Czy w całym tym pokręconym świecie Mia znajdzie ratunek dla siebie i swojego ojca oraz odgrodzi się emocjonalnie od każdego z klientów? Przekonajcie się sami!

"Spalone mosty" Izabella Frączyk

"Spalone mosty" Izabella Frączyk, Wyd. Prószyński i S-ka, Str. 288

"Tyle że nadszedł już czas. Właściwy, żeby zmierzyć się z tym, co boli, i na dobre rozprawić się z przeszłością."

Nowa seria Izabelli Frączyk to niepozorna lektura dla każdego. Utrzymana w charakterystycznym stylu powieści obyczajowej z tomu na tom opisuje o perypetiach Magdy, która odziedziczyła starą stadninę koni. To już druga część serii i jedno co mnie zaskakuje - kolejna która w zasadzie liczy sobie niewiele stron. Zazwyczaj podobne serie pisane są po kilkaset stron w grubych wydaniach i chociaż jestem właśnie zwolenniczką potężnych tomów, tutaj nie przejmuję się objętością. Wydaje mi się, że gdyby autorka dodała coś jeszcze, książki nie byłyby tak dobre.

Magda już w poprzedniej części pokazała mi się od dobrej strony. To kobieta, która swoje przeszła w życiu i chociaż myślała, że wyszła już na prostą - los się odwrócił. Okazało się, że w spadku po swojej babci otrzymała stajnię, która wymagała od niej sporych zmian. Podjęła je bez zbędnych narzekań i to spodobało mi się w niej najbardziej - poddała się chwili i stworzyła swoje miejsce na ziemi. Teraz wydaje się, że wszystko jest tak jak być powinno. Tylko czy spokój nie jest zazwyczaj zwiastunem burzy?

Izabella Frączyk napisała bardzo pasjonującą historię o spełnianiu marzeń. Znacie wszystkie te utwory muzyczne, które zmuszają do chwytania chwili? Podobnie jest z tą książką, tylko zamiast muzyki mamy papier, ale wciąż pozostaje kluczowy aspekt - słowa. Przez swoją barwną i jednocześnie lekką formę autorka przekazała jak ważna jest siła przyjaźni, determinacji i wspólnoty. Jestem pewna, że wieli czytelników po przeczytaniu kolejnego tomu serii dojdzie do wniosku, że niezwykle miło byłoby zamieszkać w podobnej posiadłości, w otoczeniu koniu i świętego spokoju. Bo chociaż na przykładzie Magdy widzimy jak bardzo zafascynowany jest los rzucaniem kłód pod nogi, to razem można pokonać wszelkie niedogodności.

Jest w tej książce wszystko co powinna mieć powieść obyczajowa - historia prostego życia, która zmusza do chwili zatrzymania się i refleksji. Są bohaterowie: pełnowymiarowi i ciekawi, bardzo podobni do nas. Są także nieoczekiwane zwroty akcji i prostota zwykłych chwil. Ale to co przekonuje najbardziej to emocje. Poznałam prawdziwą definicję przyjaźni, w której bohaterowie wspólnymi siłami stawiali czoła wszelkim przeciwnością i - przyznaję - po cichu im tego zazdrościłam, bo autorka bardzo wiarygodnie opisała łączącą bohaterów relację.

"Spalone mosty" to niczym niewymuszona, prosta historia o życiu z jednoczesnym przesłaniem - w pełni korzystaj z każdego dnia. Nie zabrakło w tej powieści poczucia humoru, który szybko rozładowywał wszelkie wybuchy smutku. Nie zabrakło też nadziei, która w życiu jak się okazuje jest niezwykle potrzebna. Drugi tom to kolejna dobra historia i przede wszystkim świetna kontynuacja losów kobiety takiej jak my, a jednak w pewien sposób niezwykłej. Idealna lektura na upalny dzień!

"Pójdę do jedynej" Kasia Bulicz-Kasprzak

"Pójdę do jedynej" Kasia Bulicz-Kasprzak, Wyd. Prószyński i S-ka, Str. 376

"Jednak co innego wiedzieć, a co innego tęsknić za czasami, gdy się było dla matki najważniejszą osobą na ziemi."

Było ich dwóch - Karol i Paweł. To oni zostali wyznaczeni do roli głównych bohaterów w najnowszej powieści Kasi Bulicz-Kasprzak. Czy odnaleźli się w powierzonym zadaniu? Zdecydowanie.

Powieść opowiada o dwóch młodych chłopach, którzy znaleźli się w centralnym punkcie swojego życia. Stając u progu dorosłości musieli podjąć decyzje, które zmieniły ich nie do poznania. Karol i Paweł wywodzili się z dwóch różnych światów, dzieliły ich bariery społeczne i poglądowe a jednak połączyła jedna najważniejsza rzecz - kariera zawodowego żołnierza. Czy ta decyzja pozwoli im ukształtować charaktery skoro zdecydowali się każdego dnia wykonywać czyjeś rozkazy? Czy w ten sposób odnajdą siebie?

Jestem pod wrażeniem pomysłowości autorki. Pokazała w swojej najnowszej książce, że drzemie w niej duży talent i wielka wyobraźnia. Kto by pomyślał, że na zasadzie tak dużej skrajności charakterów można napisać piękną i przejmującą powieść? Autorka zestawiła ze sobą temperamentnego Karola, który do tej pory niewiele myślał ale zawsze rzucał się w wir przygody i Pawła, którego zadaniem było myślenie wyłącznie o swojej rodzinie. Wychował się na wsi, pośród całego grona rodzeństwa a decyzja którą podjął zmusiła go do opuszczenia rodzinnego domu. Śledząc zachowania tych dwojga mogłabym z miejsca uprzedzić się do Karola i poświecić całą swoją uwagę Pawłowi, ale wcale tak nie było. Przedstawienie ich charakterów w umiejętny sposób pokazało mi, że tych dwoje wcale nie różni się od siebie aż tak bardzo przez to mogłam pozwolić sobie na przyjrzenie się obu młodzieńcom i wyciągnąć wnioski o nich dopiero na podstawie życia jako zawodowy żołnierz.

Temat trudny i niełatwy do napisania, ale autorka świetnie sobie z nim poradziła. Jestem pod wrażeniem zaangażowania i poświęconej uwagi jeśli chodzi o bohaterów. To oni wiedli prym w historii, więc na ich barki spadło przyciągnięcie uwagi czytelnika. Połączyła ich żołnierska przyjaźń, która mimo częstej rozłąki przez wykonywane zadania, wciąż trwałą. Przekonałam się, że nie trzeba wiele by zdobyć sojusznika na dobre i złe. 

Tak naprawdę powieść opowiada o zwykłym życiu. Może w trochę niecodziennej formie, bo w końcu nie każdy przechodzi na zawodowe żołnierstwo, ale to tylko przykład. Bohaterowie powieści "Pójdę do jedynej" to bardzo wiarygodny obraz prostego człowieka, w którego żyłach krąży całą masa nieodgadnionych emocji. Trudne wybory, życiowe decyzje i walka dobra ze złem to kluczowe motywy tej powieści. Jednak to co w niej najistotniejsze to życie, widziane w dialogach, opisach i  na podstawie rozgrywanych wydarzeń. Kasia Bulicz-Kasprzak napisała piękną, wartościową powieść od której nie sposób się oderwać.

sobota, 15 lipca 2017

"Odległość między tobą a mną" Jennifer E. Smith

"Odległość między tobą a mną" Jennifer E. Smith, Tyt. oryg. The Geography of You and Me, Wyd. Bukowy Las, Str. 304

"- Nie martw się - powiedziała tuż przed wejściem do otwartej windy. - Wyślę ci kartkę."

Jennifer E. Smith pisze lekko i przyjemnie. Sięgając po jej książki wiem, że nie zawiodę się bohaterami ani tym bardziej fabułą, bo choć postacie są nieskomplikowane a akcja prosta - lektury tej autorki idealnie nadają się jako historie na późny wieczór czy dzień bez zobowiązań.

"Odległość między tobą a mną" to książka, do której ciągnęło mnie od dnia pierwszej zapowiedzi. Uwielbiam takie swobodne, niezobowiązujące historie przy których mogę odpocząć i które dostarczają mi czystej przyjemności. Mając w pamięci historię z "Serce w chmurach" tej autorki spodziewałam się równie emocjonującej przygody i wcale się nie zawiodłam. Nowy Jork przywitał mnie w niezwykle upalnym dniu, feralnej godzinie i popsutej windzie, gdy główna bohaterka mając za towarzysza zupełnie obcego chłopaka zatrzymała się między dziewiątym a dziesiątym piętrem.

Prosta historia z na pierwszy rzut oka przewidywalnym zakończeniem nie wydaje się lekturą, której można byłoby poświęcić więcej uwagi. Jednak jest coś takiego w twórczości autorki co zatrzymuje na dłużej. Być może to bardzo lekki i jednocześnie plastyczny styl a może sami bohaterowie, którzy chociaż prości, mają również wielkie serca, duże marzenia i cały bagaż doświadczeń. W tym przypadku prym wiódł Owen, tajemniczy towarzysz Lucy, który musiał poradzić sobie z trudnym życiem. Pokazał się czytelnikowi z najlepszej strony - bohatera bez etykiety, który walczył o szczęście swojej rodziny, chociaż poskładanie wszystkiego w jedną złudną całość było naprawdę trudne. Takiego problemu z kolei nie miała główna bohaterka. Lucy pochodząc z zamożnej rodziny otrzymała od życia wszystko o czym marzyła. Dlaczego więc ta dwójka stanęła naprzeciw siebie? Zapewne dla zasady kontrastu by pokazać, że życie nie jest czarno-białe. 

Może Was zaskoczę, ale fabuła wcale nie jest taka oczywista. Silna więź, która rodzi się pomiędzy tą dwójką na przestrzeni małej windy zostaje wystawiona na wielką próbę, bo bohaterowie rozchodzą się w dwie odległe strony. Opuszczając Nowy Jork Lucy osiedla się w Szkocji a i Owen nie pozostaje w miejscu spotkania. Rozrzuceni w różnych miejscach w świecie utrzymują kontakt na zasadzie pocztówek, ale czy to naprawdę dobry pomysł w momencie, gdy powinno walczyć się o miłość? Głównym motywem powieści E. Smith jest próba odnalezienia własnej tożsamości w świecie pełnym nieplanowanych wydarzeń. To nie motyw romantyczny jest tutaj główną drogą i bardzo się z tego cieszę - dzięki temu otrzymałam lekką powieść a jednak z wartościowym tłem, gdzie z kolei perypetie miłosne okazały się przyjemnym dodatkiem.

Przyjemna historia dwójki zagubionych ludzi w połączeniu z prostym stylem zaowocowało lekką i przyjemną powieścią dla każdego. Dobrze napisana, ciekawa i warta nawet chwili zatrzymania się nad losem głównych bohaterów. "Odległość między tobą a mną" to idealny wybór na wakacje - z tą książką nie da się nudzić, a urokliwa historia długo nie pozwoli o sobie zapomnieć. Polecam!

"Co zdarzyło się w Lake Falls" Artur K. Dormann

"Co zdarzyło się w Lake Falls" Artur K. Dormann, Wyd. Lemoniada, Str. 400

"Jego długie palce budziły do życia dawno zapomniane rozkosze i te nowe, których dopiero stawała się świadkiem."

Ten kto lubi dziwne, zaskakujące historie na pewno poczuje się mile zaskoczony historią "Co zdarzyło się w Lake Falls", książce w której tak naprawdę wszystko jest możliwe.

Victoria przenosi się do Lake Falls by uciec od tragicznych wspomnień rozwodu. Wraz z córeczką próbuje rozpocząć wszystko od nowa i wydaje się jej, że znalazła do tego idealne miejsce. Jednak pewnego dnia kobieta otrzymuje druzgocącą wiadomość - jej dziecko jest śmiertelnie chore. Kobieta próbując odnaleźć się w nowej sytuacji planuje ostatnie chwile życia córki spędzić w szczęściu i spokoju, do czasu gdy na progu jej domu staje nieznajomy z ofertą nie do odrzucenia. Do czego zdolna jest zrozpaczona matka?

Nie miałam żadnego pojęcia co czeka mnie w fabule. Zdecydowałam się na lekturę ej powieści przez wzgląd na naprawdę intrygujący opis i nutę tajemniczości, która przyciągała mnie do siebie jak magnes. Już od pierwszych stron dałam się porwać dziwnego, niemal mrocznemu klimatowi historii, który swoją przyciężkawą aurą niepewności wodził mnie od słowa do słowa, by rozwiązanie tajemnicy nieznajomego wzbudziło u mnie pewne zaskoczenie. Muszę przyznać, że zupełnie nie spodziewałam się takiego obrotu sprawy, ale pomysłowość autora sprawiła, że w pełni kupiłam jego propozycję. Kim jest mężczyzna z propozycją dla Victorii? Tego nie mogę Wam zdradzić, bo popsuję całą zabawę, ale myślę że tak jak ja najpierw poczujecie zaskoczenie, a później śmiało przytakniecie zgadzając się na to co otrzymaliście.

Artur K. Dormann ma lekkie pióro i duży pomysł na swoją książkę. Wspomniana wcześniej aura niewiedzy, nuta niepewności wisząca w powietrzu bardzo dobrze łączą się z rozgrywanymi wydarzeniami. Choć tak naprawdę fabuła nie jest szczególnie skomplikowana to panujący w lekturze nastrój i stopniowane przez autora napięcie zmieniają historię w dreszczowiec na dobrym poziomie. Dopracowani bohaterowie sprawnie odgrywają swoje role i intrygują czytelnika zachowaniami, bo w książce od niemal pierwszych słów można wyczuć drugie dno - jestem pod wrażeniem gry prowadzonej między tajemniczym przybyszem i główną bohaterką co w istocie stanowi główny punkt powieści. 

Spokojne miasteczko, w którym na pierwszy rzut oka nie dzieje się nic nietypowego zmienia się w zaskakującą rozgrywkę słów i czynów. "Co zdarzyło się w Lake Falls" to książka z potencjałem, którą polecam czytać późnym wieczorem - doda to historii uroku i zwiększy klimat dreszczowca. Bez wątpienia prym wiodą tutaj mroczne tajemnice i zagadka, jakiej nikt się nie spodziewał. Jak się okazało jedna propozycja może pociągnąć za sobą szereg konsekwencji niemal nie możliwych do rozwiązania. A jednak - z dobrymi bohaterami i ciekawą propozycją na rozwiązanie fabuły nie sposób się nudzić.

piątek, 14 lipca 2017

"Powtórka" Marcel Woźniak

"Powtórka" Marcel Woźniak, Wyd. Czwarta Strona, Str. 459

"Ludzkie życie podlega cykliczności od narodzin do śmierci. Jest nieskończoną spiralą życia tych, co byli przed nami, by potem i nasze życie powtarzane było przez tych, co następują po nas. Jest powtórką."

Kiedyś zaczytywałam się tylko w kryminałach. Teraz w obliczu tak wielu różnych tematyk trudno jest mi skupiać się tylko na jednym motywie a poza tym lubię eksperymentować. Dlatego kryminały, sensacje i thrillery przestały już tak często gościć na moich półkach, ale kiedy już mam okazję przeczytać - liczę na naprawdę dobrą przygodę.

Tak właśnie zapowiadała się książka Marcela Woźniaka, która miała szansę okazać się naprawdę dobrym polskim kryminałem. Postanowiłam sama sprawdzić co z tego wyniknie, bo doświadczenie autora podpowiadało mi, że choć książka jest jego prozatorskim debiutem, to pomysłowości mu nie brakuje. Poza tym kto nie lubi morderczej gry i pościgu na czas z mordercą na pierwszy rzut oka niemożliwym do schwytania?

Leon Brodzki, czołowa postać w książce to bohater z charakterem. Chociaż wyczuwałam w nim pewien dystans, polubiłam go od razu. Mam już przesyt bohaterów sarkastycznych, ironicznych i wymyślnych - pośród grona moich ulubionych postaci tego typu nie ma już zbyt wiele miejsca na nowych towarzyszy. Leon jest zupełnie inny - dojrzały, pewny siebie, który nie sądzi że zjadł wszystkie rozumy. Angażuje się w akcję, choć miał już zakończyć policyjną karierę i wychodzi mu tu na dobre - zapewne gdyby nie on, nikt nie poradził by sobie z tak trudnym wyzwaniem.

Toruń staje się miejscem idealnym dla niewyjaśnionych zbrodni. Morderca, samozwańczy Heraklit, rozpoczyna grę z Leonem, w której powrót do przeszłości odegra tutaj kluczową rolę. Brodzki będzie musiał przypomnieć sobie wszystkie swoje najtrudniejsze zagadki, bo jak się okazuje - są one ze sobą powiązane. Teraz, w obecnym czasie także dochodzi do makabrycznych zbrodni, tylko jakby gorszych, bo przecież Heraklit robi wszystko, by były one doskonałe. Gdy w sprawę zostaje zamieszana córka policjanta, ten nie cofnie się przed niczym. Wyścig z czasem został rozpoczęty - nadszedł czas dowiedzieć się kto kryje się pod tajemniczym numerem i kto brutalnie okalecza ofiary.

Lubię kryminały z pazurem a nie zabrakło go w "Powtórce". Autor dołożył wszelkich starań by jego książka była nie tylko ciekawa, ale też zaskakująca i naprawdę mu się udało. Przyznaję, że czytałam poczynania Leona z dużym zaangażowaniem, bo byłam ciekawa kto też kryje się pod z pozoru tak błyskotliwym umysłem, jakim wykazał się tajemniczy Heraklit. Dobrą zabawę zapewniły mi przede wszystkim zwroty akcji, które w połączeniu z dobrze przemyślaną fabułą, realnymi bohaterami i wymieszaniem przeszłych wydarzeń z tymi w teraźniejszości stworzyły naprawdę intrygującą całość.

Chociaż książka jest debiutem - wcale tego nie widać. To dobrze napisany kryminał, w którym widać spore zaangażowanie autora. Cieszę się, że "Powtórka" rozpoczyna serię, bo przeczuwam naprawdę intrygujące historie. Mnie książka Marcela Woźniaka do siebie przekonała a jako fanka kryminałów wszelakich - myślę, że trochę się na tym znam. To doza tajemnicy dodała tej powieści uroku, ale osadzenie książki w Toruniu też dodało swoje. Bo w końcu to bardzo klimatyczne miasto, prawda?

"Oczy wilka" Alicja Sinicka

"Oczy wilka" Alicja Sinicka, Wyd. Novae Res, Str. 444

"To, skąd pochodzimy, to, jaka jest nasza przeszłość, ma większą siłę niż miłosne wzloty."

W dość schematyczny, utarty już sposób Lena, główna bohaterka powieści wpada w sidła tytułowego wilka. Niefortunnie taranuje samochód nieznajomego. Miała spokojnie wrócić do miasteczka na Dolnym Śląski, gdzie czekał ją początek pracy w cenionej firmie. Wypadek sprawił, że jej świat powoli, krok po kroku zaczął wywracać się do góry nogami, a początkowe schematy fabuły zaczęły się rozmywać...

Nie spodziewałam się, że "Oczy wilka" to książka, która tak pozytywnie mnie zaskoczy. Podeszłam do lektury z przekonaniem, że otrzymam nijaką historię miłosną, pewnie przesłodzoną i bardzo typową, ale muszę przyznać, że nic z tych rzeczy mnie nie spotkało. Wręcz przeciwnie, otrzymałam przemyślaną fabułę i intrygujących bohaterów, których bardzo polubiłam a przez to śledzenie ich losów okazało się dla mnie czystą przyjemnością.

Dużą zasługą pozytywnego odbioru książki jest postać Leny, dziewczyny obdarzonej przez los pechowością i tendencją do pakowania się w kłopoty. Jest przy tym niezwykle sympatyczną, wiarygodną dziewczyną, która zjednuje sobie czytelnika od pierwszych stron mimo tego, że właściwie nie jest typową silną dziewczyną. Owszem, kilkukrotnie pokazała się od tej mocniejszej, silniejszej strony, ale przez znaczną część fabuły to zwykła dziewczyna, która otrzymała proste prawo do pomyłek. A to zbliża ją do każdego z nas - w końcu bohaterka przestała być wyidealizowaną dziewczyną stanowiącą wzór do naśladowania a po prostu została wyrwana z tłumu jako jedna z wielu. Potyczki Leny z niefortunnym losem wielokrotnie wywołały u mnie szczery uśmiech, bo jej sympatycznie pakowanie się w kłopoty było nie tylko urocze, ale również zabawne. W duecie z Arturem, właścicielem tytułowych oczu stanowiła niesamowicie dobraną parę - on okazał się idealnym mężczyzną jakich znamy w powieściach, a jednak zaskoczył mnie inteligencją i otwartością. Lubię takich bohaterów - prostych, życzliwych, niby nieskomplikowanych a jednak o głębokim wnętrzu. To oni zbudowali fabułę a nie fabuła ich za co należą się gratulacje autorce.

Lekka, swobodnie napisana historia pozytywnie mnie zaskoczyła. Byłam przekonana, że trzymam w rękach typową powieść new adult, ale rozwinięcie fabuły wyprowadziło mnie z błędu. Jest w tej książce jeden konkretny zwrot akcji, który wywołuje uśmiech na twarzy czytelnika. Dzięki temu ta początkowa, rzucająca się w oczy schematyczność uciekła w zapomnienie a lektura stała się czystą przyjemnością. Szczególnie, że bohaterowie wprowadzili do fabuły nie tylko poczucie humoru, ale i niezastąpione emocje, bo w końcu miłosnych uniesień nie zabraknie - a podobne historie dobrze się czyta, kiedy wiarygodni bohaterowie przekazują czytelnikowi sporą dawkę różnych emocji.

"Oczy wilka" to zaskakująco dobra historia. Wciąga, intryguje, trochę bawi a trochę ciekawi. Nieoczekiwana zmiana miejsc wprowadziła mnie w konsternację, ale taką pozytywną, kiedy coś oczywistego zmieniło się w zupełnie nieoczekiwaną historię. Otrzymałam dobrze napisaną, przemyślaną historię wartą uwagi i absolutnie nie żałuję poświęconego jej czasu. Właściwie to myślę, że jeszcze kiedyś do niej wrócę. Nie oczekujcie czegoś wyjątkowego, nietypowego - książki, której jeszcze nie było, bo się rozczarujecie. Nastawcie się na dobrą lekturę z przyjemnie poprowadzoną fabułą a poczujecie się mile zaskoczeni.

czwartek, 13 lipca 2017

"Światło, które utraciliśmy" Jill Santopolo

"Światło, które utraciliśmy" Jill Santopolo, Tyt. oryg. The light we lost, Wyd. Otwarte, Str. 304

"Nikt inny nie widział we mnie tego co ty. Rozumiałeś mnie do głębi i nie chciałeś mnie zmieniać. Pragnąłeś mnie taką, jaka jestem. Darren pragnął mnie mimo tego, jaka byłam. Nie umiem tego lepiej wyrazić."

Jedna powieść, tyle emocji. Jedna historia, tyle piękna. Mogłabym napisać - Jill Santopolo rozbiłaś moje serce i porozrzucałaś jego kawałki na wszystkie możliwe strony, ale Twoja powieść w pewnym momencie również je odnalazła i skleiła w jedną całość.

Byłam pewna, że to będzie dobra historia, ale nie spodziewałam się, że aż tak wyjątkowa, magiczna i przepełniona feerią uczuć. Zatracając się w niej ze słowa na słowo poznałam historię Lucy i Gabe'a, którzy poznali się 11 września 2001 roku, dokładnie w dniu runięcia wież WTC. Cały tragizm sytuacji pokazał im kruchość życia, strach że jutro może nie nadejść. Więc gdy postanawiają czerpać z życia garściami - przestają nagle myśleć o sobie nawzajem. Lucy rzuca się w wir zawodowej kariery i zostaje tam doceniona jako producenta programów dla dzieci. Gabe z kolei podejmuje najważniejszą życiową decyzję - wyjeżdża na Bliski Wschód. Sam, bez Lucy.

Powieść Jill Santopolo to historia inna niż wszystkie, bo oparta na przestrzeni wielu lat. Chociaż drogi dwojga bohaterów rozeszły się, ich relacja nie została przerwana. Autorka w bardzo obrazowy sposób pokazała jak wiele może zajść zmian w życiu człowieka zapoczątkowanych jednym wydarzeniem. Widziałam jak Luci i Gabe dojrzewają, zmieniają swoje postawy i realizują się na szczeblu zawodowym. Śledziłam ich próby zbudowania szczęśliwego związku i widziałam popełniane przez nich błędy. Możecie powiedzieć - to przecież banalne, a sama powieść jest przykładem zwykłej powieści obyczajowej. W zasadzie to prawda, ale jest w tej powieści coś, czego nie ma żadna inna - prawda i szczerość uczuć. Nie da się nie pokochać głównych bohaterów i nie kibicować im w drodze ku szczęściu, bo chociaż popełniają błędy, należy im się wszystko co dobre.

Historia napisana jest z perspektywy Lucy, która relacjonuje Gabe'owi całe swoje życie. To z jej perspektywy widziałam wszystkie rozgrywane w powieści wydarzenia, a talent autorki w kierowaniu wiarygodnych i pełnowymiarowych bohaterów pozwolił mi zajrzeć do umysłu głównej bohaterki w każdym dogodnym dla mnie momencie. Lucy, chociaż otrzymała wszystkie najważniejsze cechy poważnej, wartej uwagi bohaterki, jednocześnie została wyposażona przez autorkę w jeden podstawowy atut - proste człowieczeństwo umożliwiające bycie osobą, która także popełnia błędy. Patrząc na życie kobiety widziałam jak waha się w wielu sytuacjach, jak bije się z myślami i próbuje odnaleźć najlepszą dla siebie drogę wciąż mając z tyłu głowy przeszłe wydarzenia, które ukierunkowały jej życie. Dlatego powtórzę po raz kolejny - powieść jest niezwykle emocjonująca. Wypełniona po brzegi sprzecznymi emocjami trafia do serca czytelnika i jednocześnie miesza mu w głowie, bo sam już nie wie czy jego ulubieni bohaterowi w końcu odnajdą upragnione szczęście.

"Światło, które utraciliśmy" to wyjątkowa powieść. Prosta, zwyczajna, bez żadnych upiększeń - o ludziach i dla ludzi. Pokazująca prawdę o naszym życiu, zmuszająca do refleksji i chwili zatrzymania się nad losami bohaterów. Trudne życiowe wybory w obliczu których stanęli nasi bohaterowie ukształtowały ich życia - tylko czy słusznie wybrali? Czy faktycznie decyzje, które podjęli były słuszne? To jedna z tych powieści, które na długo pozostaną w moim sercu - udowadnia, że można żyć i kochać na wiele sposobów.

"Za zakrętem" Anna Kasiuk

"Za zakrętem" Anna Kasiuk, Wyd. Novae Res, Str. 450

"[...] a ciepły, aksamitny głos jeszcze długo zagrzebywał koszmary przeszłości gdzieś głęboko na dnie mojej duszy."

W swoim pisarskim dorobku Anna Kasiuk ma już kilka dobrych książek. Niestety żadnej z nich jeszcze nie czytałam, ale wiele dobrych opinii krąży w sieci i wierzę, że jest coś w niej twórczości takiego, co przyciąga uwagę czytelnika. Dlatego postanowiłam sama sprawdzić czy jej książki są ciekawe i zdecydowałam się na najnowszą powieść autorki.

Fabuła oparta na życiowych doświadczeniach opowiada o życiu trzydziestodwuletniej Agnieszki, która do tej pory nie miała żadnych przykrych życiowych przygód. Żyjąc pod skrzydłami rodziców nie miała podstaw do tego by samemu mierzyć się ze światem. Jednak wszystko wali się doszczętnie w momencie wypadku jej rodziców. Ich śmierć zmusza kobietę do opuszczenia bezpiecznych ścian rodzinnego domu i zmierzenie się z rzeczywistością.

Na początku nie byłam przekonana do fabuły. Agnieszka nie przekonała mnie do siebie swoją bezradnością wobec życia i biernością na przemijający czas. W końcu życie ma się jedno, a ona kompletnie nie zważała na to, że przemija jej przed oczami w biernym trybie. Jednak to nie jedyny wątek powieści - Agnieszka po śmierci rodziców przypomina sobie tragiczne wydarzenia, których świadkiem była kiedyś ze swoją mamą. Będąc w przekonaniu, że te dwa wydarzenia łączą się ze sobą  zaczyna martwić się o siebie i swojego brata. Jednak nie podejmuje działania tylko myśli  ucieczce. Nie wiem co jest z bohaterką nie tak, ale jej apatia i bierność wobec otaczających wydarzeń działała mi na nerwy. Chciałam nią potrząsnąć, zmusić do myślenia i poprosić by w końcu zrobiła krok przed siebie.

Przestraszona, niedojrzała mimo swojego wieku bohaterka mogłaby negatywnie wpłynąć na powieść gdyby nie fakt, że to wszystko zostało celowo wykreowane tak a nie inaczej. Autorka w lekkim stylu i z pomysłem pokazała jak życie wpływa na poszczególne jednostki. Nie zawsze musimy być bohaterami we własnej sprawie i jak się okazuje - nie zawsze wiemy co zrobić. Zamykając się na świat Agnieszka wykazała bierność wobec wydarzeń, a jednak w pewien sposób zaangażowała się w tragiczne wydarzenia. Mimowolnie zaczęła uczestniczyć w czymś na co nie miała ochoty a jednak wyszło jej to na dobre. Nie zdradzę Wam zbyt wiele, bo popsułabym zabawę, ale myślę że autorka specjalnie powoła do życia bohaterkę, która wpływając na czytelnika jednocześnie zmusiła go do zastanowienia się nad swoim życiem.

Powieść czyta  się szybko i z dużym pokładem emocji. Może niekoniecznie pozytywnych, ale w dobrym stylu. Złoszcząc się na główną bohaterkę tylko bardziej zaangażowałam się w całą fabułę, więc uważam że wyszło mi to na dobre. Chętnie sięgnę po inne książki autorki, ob jestem ciekawa czy tylko w tym przypadku zastosowała tak dogłębną analizę głównej bohaterki czy to jej znak rozpoznawczy.

środa, 12 lipca 2017

"Hotel Varsovie. Klątwa lutnisty" Sylwia Zientek

"Hotel Varsovie. Klątwa lutnisty" Sylwia Zientek, Wyd. W.A.B. Str. 656

"Zamierzała spisać testament, gdyż - jak twierdziła - czuje, że pora odejść z tego żałosnego świata."

Uwielbiam sagi rodzinne, szczególnie te dobrze napisane. Dlatego zdecydowałam się na lekturę Sylwii Zientek - wielopokoleniowej historii sięgającej nawet XVII wieku. Balansując od epoki do epoki poznałam niezwykle barwny obraz Warszawy wykreowanej z pomysłem i stylem, dzięki czemu miasto nabrało kształtów jednego z bohaterów powieści. Ujrzałam je na przestrzeni wielopokoleniowej rodziny i dużej przestrzeni czasu.

XXI wiek przedstawił historię Dany Zmijewski, która przyjechała do miasta by odzyskać rodzinną kamienicę. Niestety Polska nie jest dla niej wartościowym krajem przez wzgląd na urazę do ojca, który porzucił jej matkę. Powraca z nadzieją, że odzyska to co utracone, jednak nie wie, że stare mury skrywają tajemnicę, która odmieni jej życie. To już właściwie utarty motyw, ale wciąż żywy i warty uwagi - stare domostwa skrywają w sobie całą masę sekretów a odkrywanie ich stanowi dla czytelnika i samych bohaterów wielką przyjemność. Szczególnie, że historia zapisana w ścianach kamienicy sięga daleko, daleko wstecz poprzez XIX wiek, gdzie Eleonora Żmijewska po śmierci ukochanego ojca i właściciela hotelu zaczyna dostrzegać wszelkie zło świata łącznie z rodzinnymi tajemnicami. Gdy wierzyciele po raz kolejny nachodzą hotel dziewczyna musi zakasać rękawy i zająć się wszystkim sama, bo na pozostałej rodzinie nie może polegać. Następnie fabuła zmienia swój tor i biegnie do XVII wieku, w którym Lutnista Kapeli Królewskiej Laurenty Żmij marzy o otworzeniu własnego hotelu. Udaje mu się to dopiero po latach i razem z Kaliną Melcerówną realizuje swoje plany. Tylko, że kobieta jest nie tylko utalentowana, ale i atrakcyjna. Gdy dochodzi do realizacji między braćmi ci dowiadują się, że nad ich rodem wisi klątwa, która wszystko zmienia...

Trzy historie połączone w jedną całość za sprawą tajemniczej posiadłości to największy atut tej historii. Są oczywiście inne pomniejsze jak doskonale wykreowani bohaterowie, których losy intrygują i budzą wiele mocji. Przez całą fabułę przewinęło się mnóstwo postaci, a każda z nich była wyrazista i charakterna, dzięki czemu szybko zapadała w pamięć czytelnikowi. Również sam pomysł na klątwę wiszącą nad posiadłością okazał się pomysłem przemyślanym i wartym uwagi. Dzięki tym drobnym i dopracowanym elementom książka okazała się wyśmienitą sagą rodzinną od której nie sposób się oderwać. Jednak to przeskoki w czasie i powiązanie przeszłości z teraźniejszością trafiło do mnie najbardziej. Uwielbiam sięgać wstecz, odkrywać tajemnice z przeszłości i łączyć je ze współczesnymi wydarzeniami a dzięki autorce mogłam tego dokonać.

To jedna z lepszych sag rodzinnych naszych rodzimych autorów jaką mogłam przeczytać. Wartka akcja, nietuzinkowe zwroty akcji i mroczne wydarzenia z przeszłości rzutujące na obecne czasy to gratka dla wszystkich fanów powieści obyczajowych na wyższym poziomie. Styl autorki to obrazowa historia pełna dopracowywać szczegółów i swobodnie prowadzonej fabuły, choć nie został tutaj także pominięty sam klimat starej posiadłości. "Hotel Varsovie" ma w sobie urok i idealnie nadaje się na lekturę relaksującą po ciężkim dniu. Tylko uwaga - trudno się od niej oderwać!

"Najsztub i Sumińska. O Polsce, strachu i kobietach" Irena A. Stanisławska

"Najsztub i Sumińska. O Polsce, strachu i kobietach" Irena A. Stanisławska, Wyd. Czarna Owca, Str. 164

"Dla mnie najgorsza byłaby choroba skazująca na zależność."

Nie często sięgam po podobne publikacje, ponieważ nie jest to gatunek, który trafia w mój gust. Nie znam się na podobnych lekturach, więc trudno jest mi je jakkolwiek oceniać. Jednak zdarzają się wyjątki, kiedy podobne książki naprawdę mnie intrygując i by potwierdzić regułę - zabieram się do lektury.

Tekst podzielony na zwykły dialog wykorzystał różne kolory książki i pogrubienia, dzięki czemu odnalezienie się w pytaniach i odpowiedziach jest banalnie proste. Gorzej jest już z samym tekstem, ponieważ pytania są mądre, ale odpowiedzi jeszcze mądrzejsze. Są to jednak rozmowy subiektywne i w pełni dotyczące rozmówcy, więc czytelnik może się z nimi zgodzić lub negocjować jeśli nie zgadza się z jakimś stwierdzeniem. Nie jest to może dobra forma dyskusji, bo książka nam nie odpowie, ale wyrażać zdanie możemy zawsze, szczególnie w przypadku podobnej publikacji.

Piotr Najsztub podchodzi do życia w sposób lekki i przyjemny, dziennikarz o szerokim zakresie wiedzy. Dorota Sumińska - lekarz weterynarii, która podchodzi do wszystkiego najpierw sercem. W rozmowie z Ireną Stanisławską po prostu plotkują o rzeczach ważnych i ważniejszych, gdzie przejawiają się różne tematy a czytelnik może dostrzec wiele aktualnych tematów. Szczególnie, że tekst jest naprawdę mądry, z każdej wypowiedzi biją życiowe doświadczenia mówców i ich respekt wobec świata oraz życia.

Mogę ocenić tą lekturę wyłącznie subiektywnie, jako ktoś, kto z podobnymi książkami mierzy się bardzo rzadko. Ale przyznaję - lektura naprawdę przypadła mi do gustu. Żarty, anegdoty, subtelne przepychanki słowne rozluźniły atmosferę i z książki o wszystkim stworzyły lekturę o życiu. Przeczytałam całość w zaledwie kilka godzin i myślę, że jeszcze nie jeden raz do niej wrócę, bo choć nie ze wszystkimi odpowiedziami się zgadzałam - miałam możliwość również dodać swoje zdanie. Można kilka pozytywnych rzeczy wyciągnąć z lektury i warto po nią sięgnąć - dla dwóch różnych charakterów, którym przyszło się zmierzyć w jednej rozmowie i choć książka liczy sobie niewiele stron, śmiało można zatrzymać się nad każdym tematem by wspólnie z zainteresowanymi omówić wybrane zagadnienia.

wtorek, 11 lipca 2017

"Zdrajca tronu" Alwyn Hamilton

"Zdrajca tronu" Alwyn Hamilton, Tyt. oryg. Traitor to the Throne, Wyd. Czwarta Strona, Str. 560

"- Gdybym była teraz na twoim miejscu - powiedziałam. - Rzuciłabym broń i podniosła ręce do góry."

Amani nie poddała się i walczyła ile sił. Trafiła przez to na pustynię, która bardzo szybko stała się jej domem. Tylko czy nieograniczona przestrzeń nie jest czasem siedliskiem największego zagrożenia? Uciekła z jednego potwornego miejsca do kolejnej niepewnej przykrywki, pozornie nazywanej nowym domem. Jednak bierność nie leży w jej krwi. Podejmując kolejne wyzwanie Amani wkracza do pałacu Sułtana. Czy tym razem uda jej się osiągnąć cel?

Poprzednia część wywarła na mnie duże wrażenie. Dobrze napisana, ciekawa historia wciągnęła mnie do świata magicznych stworzeń i dżinów, które do tej pory znałam z Baśni 1001 nocy. Teraz Alwyn Hamilton odgrzebując stare i zapomniane już motywy stworzyła już drugi tom serii - pytanie tylko czy dorównujący poprzedniemu? Jeśli przyjrzeć się bliżej to myślę, że jest nawet lepszy od pierwszej części. To na pewno bardziej dopracowana historia, o większej ilości wydarzeń, gdzie akcja widocznie przyspiesza a motywy łączą się ze sobą w bardziej logiczną całość.

Autorka porwała się na wbrew pozorom trudny motyw - w końcu baśnie które znamy z dzieciństwa są już utartym schematem w naszej świadomości i mało kto lubi to zmieniać. Była już pustynia i był już dżin, więc czy można stworzyć z tego coś nowego i świeżego? Jak się okazuje, gdy tylko ktoś się zaangażuje w swoją powieść, to owszem - można. Tym razem nie tylko magiczny świat pojawił się na pierwszym planie, ale także przepych posiadłości Sułtana, która niemal przytłaczała swoją potęgą i bogactwem. To pomysłowe posunięcie, bo autorka przesunęła akcję na inną płaszczyznę, pokazała coś nowego, nie zanudzając czytelnika przyjętym wcześniej motywem.

Sułtan to człowiek o stu twarzach, więc i jego dwór pozostawia wiele do życzenia - jest tam mnóstwo intryg, knowań, sekretów i przepychanki w drodze ku osiągnięciu najwyższych stanowisk. Jak się więc domyślacie, celem Amani jest obalenie tyrana. A to wcale nie jest łatwe, kiedy jest się samemu w samym centrum pokręconej sytuacji. To jednak pomysłowe posunięcie, bo dzięki temu w książce dzieje się naprawdę dużo. Nie ma miejsca na nudę, momenty zawieszenia czy zbędne opisy. Tutaj akcja dynamicznie porusza się do przodu wprowadzając nowych bohaterów czy nowe sceny, ale nic co nie miałoby logicznego sensu - widać po kontynuacji, że autorka dopracowała to co nie dopracowane było w pierwszym tomie i dzięki temu kontynuację przygód Amani czyta się jeszcze lepiej.

Zastanawiacie się co się dzieje z Jinem i gdzie miłość, która była obiecana? "Zdrajca tronu" to przede wszystkim powieść młodzieżowa, subtelnie podążająca w kierunku dystopii. Dużo fantastyki, dużo akcji, mało niepotrzebnych sercowych emocji. Choć Amani jest dziewczyną bardzo uczuciową i przez jej głowie przelatują myśli, które czasami miałam ochotę przegonić. Dlatego nie martwcie się, dla romantyków Hamilton również przygotowała coś wartego uwagi. To pomysłowa, lekko napisana historia przypominająca te czytane w dzieciństwie, tylko z intensywniejszym wydźwiękiem i współczesnymi problemami.  Nie zwlekajcie, myślę, że kontynuacja Was nie rozczaruje.

"Ms. Manwhore" Katy Evans

"Ms. Manwhore" Katy Evans, Tyt. oryg. Ms. Manwhore, Wyd. Kobiece, Str. 180

"Powiedz mi coś, czego nie wiem."

"Ms. Manwhore" to nie tyle powieść co dodatek do serii Katy Evans, która w pewnym sensie została już zamknięta. Kolejne tomy będą już opisywały historię innych bohaterów, ale do opowieści o Rachel i Malcolmie już nie wrócimy. Dlatego bardzo zależało mi na przeczytaniu tej krótkiej historii, bo jak na książkę swojego gatunku uważam, że to jedna z lepszych i bardziej wciągających serii.

Polubiłam Rachel za jej temperament i charakter. To dobrze wykreowana bohaterka może niekoniecznie z pazurem, ale wie czego chce od życia. Byłam również zadowolona z faktu, że chociaż żywiła intensywne uczucia do Malcolma, potrafiła rozgraniczyć je rozumem. To nie jedna z panienek, którym miłość przysłania cały świat tylko poważna, dorosła osoba, może trochę pokiereszowana przez życie. Podobnie z resztą było z Malcolmem - wpływowy przystojniak z duszą prostego, nawet trochę nieszczęśliwego mężczyzny. Oczekiwał od swojej ukochanej szczerości i prawdy nawet najgorszej, tym samym pokazując że jest zwykłym człowiekiem. Polubiłam tych dwojga bardziej niż mogłam przypuszczać i przez chwilę żyłam ich życiem, dlatego przykro mi, że to już koniec tej historii.

Przyznaję, że mimo wszystkich pozytywnych uczuć jakie żywię do tej serii, zdaję sobie sprawę, że to prosta i nieskomplikowana opowieść o miłości. Nie jest to jedna z tych lektur, które na zawsze zapadają w pamięć i wraca się do niej przez lata, ale lekkość i swobodę czytania niewiele książek potrafi mi zapewnić. I choć liczyłam na finał - nie oczekiwałam od niego wielkich emocji, a jak się okazało mile mnie zaskoczył. Ostatnia część serii Evans ukazała się przede mną jako prawdziwe love story z całą gamą uczuć nie do opanowania.

Ci z Was, którzy czytali dwa pierwsze tomy wiedzą, że pomiędzy Rachel i Malcolmem nie zawsze się układało. On oczekiwał od niej prawdy a ona go zawiodła. Jednak mimo burzliwych zwrotów akcji odnaleźli drogę do wspólnego szczęścia poprzez wybaczenie i zrozumienie. Ale to nie koniec ich wspólnej drogi, bo finał dopiero nadszedł właśnie w lekturze "Ms. Manwhore" - a przyznaję, że lepiej być nie mogło. Bez większych ekscesów a z pomysłem i lekkością Evans wykonała ciekawy zwrot akcji i doprowadziła swoich bohaterów do wielkiego finału.

To dobre zakończenie serii z którą trudno było mi się rozstać. O ile ten gatunek w zasadzie nie jest jednym z moich ulubionych, o tyle zdarzają się historie po które lubię sięgać, a ta należy do jednych z czołowych. Autorka postawiła przed bohaterami ostatnie wyzwanie z którym przyszło im się zmierzyć, ale myślę, że wybrali najlepsze dla siebie rozwiązanie. To pełna pasji, urokliwa i namiętna powieść o miłości z nutą przepychu i bogactwa. W końcu Saint to biznesmen najwyższej klasy!

poniedziałek, 10 lipca 2017

"Chłopak, który o mnie walczył" Kirsty Moseley

"Chłopak, który o mnie walczył" Kirsty Moseley, Tyt. oryg. Worth Fighting For, Wyd. Harper Collins, Str. 336

"Miłość nie wybiera. Gdy znajdziesz osobę, która jest ci pisana, cała reszta przestaje się liczyć i zrobisz dla niej wszystko."

Czytałam wszystkie książki Kirsty Moseley i wciąż nie potrafię wyrobić sobie konkretnego zdania na temat jej twórczości. Z jednej strony lubię jej bohaterów i ciekawią mnie rozgrywane wydarzenia. Z drugiej jednak - wciąż czegoś mi brakuje. Dlatego sięgam po kolejne jej książki i liczę, że odnajdę ten ostatni, zagubiony element.

Kontynuacja historii "Chłopak, który chciał zacząć od nowa" intrygowała mnie najbardziej, bo ze wszystkich książek autorki to ta seria wzbudziła moją największą ciekawość.  Szczególnie, że pierwszy tom ze swoim zakończeniem wzbudził we mnie sprzeczne emocje - cieszyłam się, że w końcu ktoś odwrócił bieg wydarzeń, ale martwiłam się też co będzie dalej. W końcu Ellie i Jamie pasują do siebie idealnie. To bohaterowie, którzy zostali dobrani do siebie pod względem charakterów. Nie chodzi mi nawet o ich przeszłość, ale o samo dopełnianie się osobowościami - ona bardziej nijaka, mniej dopracowana, jakby ginąca w cieniu. On z kolei wyrazisty i ciekawy, jakby autorka poświęciła mu znacznie więcej uwagi. Więc czy można wyobrażać sobie tą dwóję oddzielnie?

Nie ma dobrej powieści o miłości bez konkretnej walki o uczucie. Szczególnie jeśli chodzi o Moseley, która lubi porwać czytelnika w podróż pełną nieoczekiwanych zwrotów akcji i punkty tragiczne są przełomem w każdej jej książce. Także tym razem tego nie zabrakło - gdy Ellie wraca do domu nie zdaje sobie sprawy, że zakopane głęboko uczucia do Jamiego wciąż nie wygasły. Ale gdy spotykają się na nowo: to co kiedyś ich połączyło znów powróciło z podwójną siłą. Nie polubiłam Ellie w pierwszym tomie i w tym także nie żywiłam do niej szczególnie dobrych uczuć. Zyt mocno polubiłam Jamiego, by móc pogodzić się z tym co mu robiła i jej egoistyczne podejście do świata nieszczególnie pozytywnie wpływało na moją pozytywną opinię. Ale przyznaję - w drugim tomie trochę się zreflektowała i poprawiła zachowanie, dlatego kilka poszczególnych wydarzeń mogę jej wybaczyć. Jednak przede wszystkim to powieść Jamiego i to jemu poświęciłam całą uwagę - dobrze wykreowany, pomysłowy chłopak, którego życie nie oszczędzało, a który bardzo chciał się zmienić.

Wspominałam Wam wcześniej, że mam wrażenie jakby autorce znacznie lepiej wychodziła kreacja męskich bohaterów. Dalej utrzymuję takie przekonanie, bo chociaż poprawiła się z postacią Ellie, to także dopracowała Jamiego, więc kontrast między nimi się nie zmniejszył. To on przyćmił całym sobą tekst i przez niego powieść została oparta na motywie miłosnym, na który warto zwrócić uwagę: nie często to postać męska pokazuje całą paletę sprzecznych emocji, w tym prawdziwą, szczerą miłość. To właśnie udało się Moseley - napisała dobrą, lekką powieść młodzieżową z głównym motywem miłości i pobocznym: opisującym tragiczną przeszłość bohaterów.

Drugi tom to dobra kontynuacja, równa swojej poprzedniczce. Czyta się lekko, szybko i przyjemnie, szczególnie w wakacyjnym okresie, kiedy czytelnik poszukuje niezobowiązującej lektury. "Chłopak, który o mnie walczył" to typowa słodko-gorzka powieść o utraconej miłości, która wciąż się tli. Czy bohaterom uda się na nowo odnaleźć wspólną drogę do szczęścia? Przekonajcie się sami! 

"Pies Baskerville’ów" Sir Arthur Conan Doyle

"Pies Baskerville’ów" Sir Arthur Conan Doyle, Tyt. oryg. The Hound of the Baskerville, Wyd. MG, str. 178

"Może jutro rano wszystko wyda nam się weselsze."

Wstyd przyznać, ale nigdy nie miałam okazji poznać żadnej książki sir Arthura Conan Doyle. Wiele dobrego czytałam o jego twórczości, oglądałam nawet serial na podstawie Sherlocka, ale nigdy nie sięgnęłam po najważniejszą formę - po książkę. Dziś nadrabiam zaległości i chylę czoła, bo mimo krótkiej treści czuję się oczarowana historią. 

Pies Baskerville'ów to chyba najgłośniejsza powieść autora. Mogę się mylić, bo nigdy nie śledziłam jego twórczości, ale ta powieść najczęściej przewijała się w czasie moich niepewnych kroków ku jego twórczości. Nie mniej świeżo po lekturze wiem skąd wszelkie pochwały na temat Sherlocka Holmesa i jego wiernego przyjaciela Watsona. Wystarczyła chwila bym przepadła w historii po uszy i poddała się niesamowitej historii przepełnionej mrocznym klimatem i nutą tajemniczości.

Powieść pochodzi z roku 1901, a mimo to wciąż króluje pośród grona najlepszych kryminałów i przez cały czas zbiera rzesze fanów. Nie jestem jednak ws tanie wytypować jednej jedynej pozytywnej strony tej historii, bo jak na mój gust to poszczególne, mniejsze elementy budują tutaj wszystko to co najlepsze. Książka jest kompletną, nierozerwalną całością zaczynając od fenomenalnego stylu z subtelnym klimatem grozy i doskonale zakreśloną zagadką kryminalną a na doskonałej analizie psychologicznej głównych bohaterów kończąc.

Sherlock i Watson w tej historii podejmują się wyjaśnienia tajemniczej zagadki bestii straszącej ludność. Potwór przypomina psa, ale czy jest nim w rzeczywistości? Zdążyłam się już nauczyć, że w przypadku Sherlocka nic nie jest takie jakie wydaje się na pierwszy rzut oka. I za to go pokochałam. To jedna z lepszych historii kryminalnych jakie czytałam, a przecież czytałam ich całe mnóstwo. Czy zatem świadczy to, że współczesne kryminały nie są warte uwagi? Myślę, że nie. Chodzi tutaj po prostu o to, że nikt jeszcze nie osiągnął poziomu Conana Doyla, przebiegłego w swojej naturze pisarza, który powołał do życia postać nie do podrobienia.

Żałuję, że tak długo czekałam z lekturą. "Pies Baskerville’ów" dostarczył mi wyjątkowo dobrej rozrywki na którą złożyło się wiele nieocenionych motywów - dla samego Holmesa jestem w stanie poświęcić każdą wolną minutę by móc poznać jego dalsze przygody. Takich bohaterów brakuje mi we współczesnej literaturze: błyskotliwych, inteligentnych, ponadprzeciętnych, którzy może wydają się inni niż wszyscy, ale w końcu miłość czytelników do Sherlocka trwa od wielu, wielu lat. A to o czymś świadczy, prawda? Gorąco polecam!

niedziela, 9 lipca 2017

"Pojedynek na słowa" Connie Willis

"Pojedynek na słowa" Connie Willis, Tyt. oryg. Crosstalk, Wyd. Albatros, Str. 560

"Naprawdę nie rozumiesz ani słowa z tego, co do ciebie mówię."

Czasami jedna spontaniczna decyzja może okazać się najlepszym wyborem. Bardzo często zdarza mi się sięgać po książki, których zapowiedzi czytałam już kilka miesięcy wcześniej i czuję się rozczarowana, bo te historie nie spełniły moich oczekiwań. Z kolei sięgając po wybrane lektury bez najmniejszego zastanowienia i głębszego przemyślenia czasami dostaję naprawdę dobrą historię. W przypadku "Pojedynku na słowa" nie było inaczej - niewiele myśląc zabrałam się do lektury i dałam się wciągnąć już od pierwszych stron.

Książka Willis to młodzieżowa historia mocno osadzona w kategorii powieści fantasy. Wiecie doskonale, że to nie jest gatunek będący moją mocną stroną, więc też nie za często decyduję się na tego typu lektury. Jednak tym razem nie żałuję swojego wyboru, wręcz przeciwnie - jestem bardzo mile zaskoczona pomysłem na rozgrywane wydarzenia i dopracowaniem przez autorkę każdego detalu. 

Fabułą osadzona została w przyszłości realiami bardzo zbliżonymi do tych, które obecnie mamy. Social media rządzą światem i ujawniają najskrytsze sekrety. Tutaj nie ma miejsca na tajemnice - ciekawość i potrzeba jej zaspokojenia to najważniejsze wyznaczniki dla społeczeństwa. Komunikacja z innymi stała się banalnie prosta, bo nie trzeba słów by wyrazić to co się czuje. Także miłość wskoczyła na wyższy poziom, ponieważ dzięki EED - zabiegowi mózgu - możemy połączyć się z ukochaną osobą na najwyższym poziomie. Nie trzeba zbędnych ślubnych przyrzeczeń i prób zaufania, bo po tym zabiegu zakochani po prostu wiedzą co myśli druga połówka. Jednak czy jest to naprawdę tak dobre i potrzebne dla społeczeństwa? Przekonuje się o tym Briddey, główna bohaterka powieści, która otrzymuje od swojego chłopaka propozycję zabiegu. 

Brzmi zaskakująco? Dla mnie jest to fantastyczny motyw przewodni - bardzo realistyczny, na czasie, opisujący dosadnie problem współczesnego społeczeństwa. Po co opierać się na zbędnym poczuciu zaufania, skoro można przejść zabieg wpuszczający nas do umysłu drugiej osoby? Autorka bardzo obrazowo przedstawiła mi cały proces i przyznaję, że przyglądałam mu się z dużą uwagą. Zaciekawiona tym jak przebiega relacja pomiędzy osobami decydującymi się na zabieg czekałam aż główna bohaterka w końcu się na niego zdecyduje. Polubiłam ją, bo otrzymała bardzo intrygujące cechy charakteru - jej osobowość waha się pomiędzy dziewczyną z pazurem, która wie czego chce i bohaterką z dystansem do siebie oraz świata, która chłodno analizuje sytuację. Szczególnie ważne okazało się to w momencie, gdy odkryła, że zabieg nie poszedł tak jak myślała i jej umysł został połączony z kolegą z pracy.  Briddey zamiast panikować po prostu rzuciła się w wir wydarzeń i dzięki temu otrzymałam naprawdę wciągającą i ciekawą historię.

Czy jest tu miejsce na miłość? Myślę, że tak, choć nie oczekujcie mocnego motyw. Przede wszystkim autorka skupiła się na emocjach bohaterów i chwała jej za to, bo całość wypadła przez to bardzo wiarygodnie. Świat zapomniał o tym co najważniejsze i zatracając się w rutynie poszedł na łatwiznę. A jak się okazało - nie był to dobry wybór. Wiele wątków, dużo ciekawej akcji i bohaterowie, których łatwo można polubić pokażą Wam jakie niesie to ze sobą konsekwencje. Willis w ciepłym, niemal serdecznym stylu stworzyła historię niebanalną i niezwykle wciągającą. To chyba pierwsze tak pozytywne zaskoczenie tego lata. Ogromnie polecam!