sobota, 22 lipca 2017

"Opiekunka do dzieci" Elisabeth Herrmann

"Opiekunka do dzieci" Elisabeth Herrmann, Tyt. oryg. Das Kindermädchen, Wyd. Prószyński i S-ka, Str. 542

"– Obietnica? Jak miałabym w nią uwierzyć?"

Przepadam za niemieckimi autorami. Wiele razy przekonałam się, że literatura niemiecka zaskakuje dbałością o szczegóły i pomysłowością. I chociaż kryminały skandynawskie zawsze będą moim numerem jeden, to tuż za nimi znajdują się książki Herrmann - historie, które wciągają od pierwszych stron.

Najnowsza powieść Elisabeth Herrmann rozpoczyna się w bardzo typowy dla niej sposób - subtelnie, niemal dystyngowanie, jakby nic nie zwiastowało wiszącej w powietrzu tragedii. Główny bohater Joachim Vernau szykuje się do spektakularnego ślubu, który otworzy mu drogę do wszystkich najbogatszych sfer wyższych klas. Czy zatem może oprzeć się takiej możliwości? Ojciec Sigrun, jego przyszłej żony pozwoli mu osiągnąć wymarzony sukces w renomowanej kancelarii. Jednak z pozoru idealna rodzina zaczyna ujawniać co raz to nowe, straszne tajemnice. Czy warto zatem angażować się w ich życie, skoro wcale nie jest ono takie idealne?

Autorka potrafi zmrozić krew w żyłach i to nie jeden raz. Jej powieści dotykają strun ludzkiej natury, przenikają człowieka na wylot i rozkładają na czynniki pierwsze portrety psychologiczne wszystkich bohaterów. Za to lubię jej książki, bo mogę zabawić się wraz z autorką w grę kto szybciej zgadnie kto jest winny. Jej najnowsza książka również dostarczyła mi dużo mocnych wrażeń - wszystko zaczęło się na przyjęciu, gdy Joachim miał zostać wprowadzony do nowej rodziny. Poznaje tam tajemniczą kobietę, która ujawnia pierwszy sekret szanowanej rodziny i tutaj w czytelnik pojawia się już podejrzenie, że coś jest bardzo nie w porządku. Co to jednak za zabawa, gdy nie brnie się z pełną świadomością w zapowiadające się kłopoty?

W fabułę wmieszany został wątek przeszłości sięgającej czasów wojennych co całkowicie przekonało mnie do lektury. Uwielbiam takie skoki w czasie, szperanie w demonach przeszłości i sięganie pamięcią dalekich wydarzeń. Jeśli autor potrafi całą fabułę ubrać w słowa i zaczarować nimi czytelnika - nie ma lepszej historii. W tym przypadku nie było inaczej: zaledwie po kilku stronach dałam się wciągnąć do fabuły i z zapartym tchem śledziłam rozwój wydarzeń, bo byłam ogromnie ciekawa jak zakończy się cała - w gruncie rzeczy - chora sytuacja. Tajemnicza Ukrainka zjawiająca się na przyjęciu żąda od ojca Sigrun poświadczenia, że w czasach wojny jego rodzina zatrudniała do opieki nad dzieckiem przymusową robotnicę. Nikt jednak nie bierze kobiety na poważnie. Do czasu, gdy jej ciało nie zostaje wydobyte z Landwehrkanal. Joachim zaczyna podejrzewać, że coś jest nie w porządku i zadaje trudne pytania. Czy nie narazi się tym w rodzinie, która miała go wielbić?

Powieść Herrmann nie jest historią, która gna na złamanie karku. Toczy się swoim spokojnym, dystyngowanym rytmem z mocnym klimatem tajemnicy w tle. Jednak to jej urok i absolutnie nie wpływa to na dynamikę akcji - od wydarzeń trudno jest się oderwać a rozgryzienie zagadki z przeszłości staje się dla czytelnika priorytetem. Mam wrażenie, że autorka zaczęła tworzyć nowy nurt w powieściach kryminalnych - bardziej społeczny, mniej drastyczny. Dla mnie to pomysł zdecydowanie trafiony, który naprawdę polecam.

piątek, 21 lipca 2017

"Wyskok" Elisa Carbone

"Wyskok" Elisa Carbone, Tyt. oryg. Jump, Wyd. Media Rodzina, Str. 264

"
"- Pamiętaj, wypuść chomika na wolność. – Poruszając rękami, udaje, że otwiera klatkę i uwalnia zwierzątko. – Kołowrotek.
Obejmuję dłońmi głowę.
- Och, Boże, gryzonie w mojej głowie, gryzonie w mojej kolacji."

Poznajcie P.K., dziewczynę, która lubi być sobą. I nieszczególnie wiąże swoją przyszłość z dobrymi stopniami .Ignorując szkolne zasady poświęca się temu co kocha najbardziej - wspinaczce. Życie ją przytłacza, a ciągłe zakazy i nakazy doprowadzają do szału. Jak żyć pośród ograniczeń? W gęstwinie poszukiwań własnej siebie odnajduje Zwierzaka - towarzysza swojej niedoli, trochę pokręconego a jednak hipnotyzującego chłopaka, który przeżył zdecydowanie za dużo. Czy tych dwoje ma szansę odnaleźć wspólną drogę? I czy jest ona im pisana?

Na pierwszy rzut oka powieść wydaje się banalna. Te same, powielane w nieskończoność schematy, problemy nastolatków i zbłąkana, niedojrzała miłość. Nie ukrywam, że i ja tak pomyślałam, gdy zabrałam się do lektury powieści Carbone. Jednak ze strony na stronę moje uprzedzenia zaczęły uciekać w niepamięć. Fabuła mocno bazuje na wątku młodzieńczych dylematów, jednak są one prawdziwe i wiarygodne - pomagają zdefiniować własne potrzeby i ukazują ludzkie relacje w prawdziwym świetle. Jest to możliwe za sprawą spotkania dwójki głównych bohaterów, gdzie na pierwszy rzut oka połączenie ich w jednej historii wydaje się zupełnie pozbawione sensu. A jednak wraz z rozwojem fabuły wszystko zaczyna idealnie do siebie pasować i czytelnik nie ma już żadnych pytań.

Przede wszystkim musicie wiedzieć, że historia nie opiera się konkretnie na wątku miłosnym. Jest on w pewnym sensie motywem przewodnim w tej książce, ale tak naprawdę liczy się najmniej. Za sprawą dojrzałości głównych bohaterów, ich doświadczeń i problemów autorka pokazała jak ważny dla człowieka jest drugi człowiek i na przykładzie zwykłej, ludzkiej relacji ukazała przebieg problemu w momencie, gdy mamy w kimś oparcie. Być może brzmi to dla Was górnolotnie, melodramatycznie czy zbyt wyniośle, ale wcale takie nie wydaje się podczas poznawania lektury - to w gruncie rzeczy prosta akcja z bardzo ważnym przesłaniem, które zostaje w głowie czytelnika także po skończonej fabule. Docenicie i zrozumiecie to dopiero, gdy pozwolicie sobie na poznanie akcji "Wyskoku".

Pasja, marzenia, wielkie plany i przewrotny los - to w dużym skrócie składniki tej lektury. Każdy z nich dopracowany w detalu i ukazany z sercem nie wzbudza żadnych pytań o realność rozgrywanych wydarzeń. Wspinaczka nie jest moją mocną stroną, a jednak poprzez zaangażowanie autorki mogłam zrozumieć pasje bohaterów - ich siłę do tego by piąć się wyżej, ich zaangażowanie i brak lęku przed niebezpieczeństwem. Carbone w niezwykle obrazowy sposób pokazała mi, że każda pasja jest wyjątkowa i ukazała jej piękno laikowi, który do tej pory nawet nie myślał, by zając się wspinaczką. To jednocześnie świadczy o dużym warsztacie literackim autorki, która umiejętnie posługując się słownictwem i stylem przekona do siebie każdego czytelnika.

Książki uczą życia i to nie pierwsza lektura, która to udowadnia. A jednak każda taka historia zmienia mnie choćby w niewielkim stopniu. Bardzo się cieszę, że mogłam poświęcić swój czas lekturze "Wyskoku", bo okazała się ona dla mnie cenną lekcją. Przez pryzmat swobody i lekkości spojrzałam na problemy życia codziennego z zupełnie innej perspektywy, mogłabym nawet napisać - z innej wysokości. To naprawdę dobra książka i zdecydowanie warta uwagi - polecam!