piątek, 19 stycznia 2018

Przedpremierowo: "Graffiti Moon" Cath Crowley

"Graffiti Moon" Cath Crowley, Tyt. oryg. Graffiti Moon, Wyd. Jaguar, Str. 360
PREMIERA: 24 stycznia 2018r.

"-To nic nie znaczy - woła Jazz. - Uwierzcie mi. Jestem jasnowidząca."

Gdy czyta się dużo książek, pewne rzeczy po prostu się wie. Na przykład to, że powieści dla młodzieży powinny charakteryzować się świeżością i nowością, by gościł w nich duch młodzieńczego buntu i by fabuła tętniła życiem. Patrząc na okładkę "Graffiti Moon" można sądzić, że właśnie to znajdziemy w powieści. Czy na pewno?

I tak, i nie. Powieść faktycznie charakteryzuje się przejawem młodzieńczej fascynacji życiem, ale nie jest też naprowadzona na zastraszające tempo i nie gna - jak można by się spodziewać - na złamanie karku. To raczej spokój jest w tej historii kluczowym znaczeniem, bo doskonale oddaje potrzebę wyrwania się młodych bohaterów w otwarte ramiona wielkiego świata. Cath Crowley postanowiła zamknąć swoją opowieść w zaledwie jednym dniu, ale to wystarczyło by zaciekawić czytelnika i nadać powieści ważnego przesłania. Przyznaję jednak, że na początku miałam pewne obawy. Nastawiłam się na przejmującą powieść o młodzieńczych wyborach a zderzyłam się z lekką i - bądź co bądź - prostą historią o zwykłym życiu. Jednak ze strony na stronę zaczęłam dostrzegać urok tego wszystkiego: prostotę skrywaną za realnością rozgrywanych wydarzeń.

Potrzebny był zaledwie jeden wieczór, by przekonać Lucy, że zakochała się w tajemniczym malarzu graffiti. Natomiast Ed był pewien, że zakochał się w Lucy do momentu, gdy ta nie złamała mu nosa. Dylan postanowi wyznać miłość Daisy w dość kontrowersyjny sposób, zupełnie nieprzekonujący. A Jazz i Leo? Oni powoli odkrywali siebie. Tak maluje się przed czytelnikiem obraz dwudziestu czterech godzin z życia młodzieży, która stoi u schyłku dorosłości i podąża drogą najważniejszą w swoim życiu - odpowiadającą na pytania kim są i kim powinni być. 

Autorka umożliwiła swoim bohaterom poszukiwanie prawdy na temat samego siebie w sposób niezwykle prosty i obrazowy. Pozwoliła jednocześnie by czytelnik wziął sprawy w swoje ręce i przełożył doświadczenia pierwszoplanowych postaci na własne życie. Decyzje, głupie wybory i bolesne konsekwencje - to wszystko umożliwiło łatwe utożsamienie się z postaciami, które wykreowano na wzór nas samych. Zbliżenie się do nich ułatwiła również pierwszoosobowa narracja, a rozdziały podzielone na poszczególnych bohaterów pozwoliły spojrzeć na sprawę z każdej możliwej sytuacji. Bohaterowie z łatwością pisali o swoich troskach, otwierali się przed czytelnikiem i rozbrajali z własnych uczuć. Wszystko po to, by książka okazała się lekka jak piórko a jednak opowiadająca o czymś bardzo ważnym - szaleństwie młodości.

"Graffiti Moon" to dobra historia, nie tylko dla młodzieży. Nie znajdziecie w niej przejmujących sentencji, porywających zwrotów akcji ani zaskakujących scen. A jednak - jest w tej książce coś takiego, przez co chce się ją czytać do ostatniej strony. Może to lekkość i swoboda z jaką tworzy autorka, a może to powiew młodzieńczej przygody - książkę czyta się w zaskakująco szybkim tempie i wystarczy jeden wieczór by poznać losy czwórki bohaterów. To sympatyczna lektura w której każdy znajdzie cząstkę siebie samego - jako współczesnej osoby lub tej do której powracamy w myślach z utęsknieniem, z przeszłych lat młodzieńczych.

środa, 17 stycznia 2018

"Magia parzy" Ilona Andrews

"Magia parzy" Ilona Andrews, Tyt. oryg. Magic Burns, Wyd. Fabryka Słów, Str. 456

"- Muszę się zobaczyć z jego futrzastą Wysokością.
- Nie mogę uwierzyć, że to mówisz! Po tym jak mnie opie... jak na mnie nawrzeszczałaś, kiedy zapraszałem cię na Wiosenne Spotkanie! Doskonale pamiętam każde twoje słowo: "nigdy więcej nie chcę widzieć tego aroganckiego dupka". I jeszcze: "Po moim trupie!".
"

Są takie powieści, które nie zmieniają się nigdy i - niezależne od wieku - cieszą dokładnie tak samo. Jakiś czas temu Ilona Andrews zdobyła spory tłum czytelników swoją nieograniczoną pod względem wyobraźni serią fantasy. Osobiście zaprzyjaźniłam się z Kate Daniels przy wznowieniu cyklu, bo - wierzcie mi lub nie - gdzieś w natłoku innych książek przegapiłam autorkę. Dziś tego trochę żałuję, ponieważ mogła mi umilić wiele złych dni w przeszłości, ale z drugiej strony ogromnie się cieszę, że kolejne tomy dopiero przede mną i ten przyjemny dreszczyk niepewności w stosunku do tego co będzie dalej nastraja mnie niezmiernie pozytywnie.

Musicie wiedzieć, że to nie jest byle jaka seria. To niezwykle zakręcona, pomysłowa, pełna nieoczekiwanych zwrotów akcji i pozytywnie zakręconych bohaterów historia z magią na pierwszym planie. Nie zwróciłabym uwagi na książki z Kate, gdyby nie cytat przeczytany gdzieś w pośród natłoku innych opinii. Przeczytałam - i przepadłam. Uwielbiam tak błyskotliwie napisane dialogi, w których kąśliwość bohaterów wobec siebie nie ma sobie równych i kiedy czyta się wymianę zdań pomiędzy nimi uśmiech nie schodzi z twarzy. To główna zaleta autorki - potrafi stworzyć lekki klimat humoru nawet w najcięższych chwilach. 

Nic by jednak z tego nie wyszło gdyby nie kreacja bohaterów. Kate Dianiels, główna postać łącząca wszystkie tomy jest postacią konkretną, wyrazistą, obdarzoną niebanalną charyzmą. W jej życiu ciągle coś się dzieje, nie ma chwili wytchnienia i dzięki temu czytelnik nawet przez moment nie zderza się z nudą. Drugi tom serii to połączenie nowych wydarzeń z chwilowym powrotem do przeszłości, dzięki czemu w kontynuacji odnajdzie się każdy - ten kto zdecydował się sięgać po książki Andrews wybiórczo i stały czytelnik, czytający tom za tomem. 

Autorka tym razem postawiła na bliższe spotkanie z samą Kate. O ile wciąż dzieje się w fabule wiele i akcja nawet na moment nie zwalnia tempa, to główna bohaterka bardziej przyciąga uwagę czytelnika. Jej niemal dzika natura, zaciętość i duma zmieszana z czystą bezczelnością każe uważać dziewczynę za silną i pewną siebie osobowość, która nigdy nie gaśnie. A jednak - Kate kryje w sobie pewien rodzaj mroku, cierpienia i poczucia samotności, które jeszcze bardziej ją do nas zbliżają i sprawiają, ze jej kreacja staje się wiarygodniejsza. Uwielbiam tą dziewczynę i uważam, że jest jedną z najwyraźniejszych bohaterek swojego gatunku. Gdy magia ponownie uderza w Atlantę Kate mierzy się z kolejnym zadaniem. Opiekując się Julie, małą dziewczynką znalezioną w ruinach musi pokonać drepczących jej po piętach przystojniaków, którzy nie zawsze mają dobre zamiary. 

"Magia parzy" to kontynuacja jakiej oczekiwałam. Autorka postawiła sobie wysoko poprzeczkę i przeskoczyła ją z zapasem. Mam nadzieję, że w kolejnych tomach tylko potwierdzi moje przekonanie, bo obecnie Ilona Andrews zajmuje miejsce na półce z moimi ulubionymi bohaterami. Wielkie brawa zyskuje kreacja świata przedstawionego, pierwszoplanowa postać i wspomniane wcześniej dialogi. Wcale się nie dziwię, że swojego czasu było o tej serii głośno i cieszę się, ze postawiono na jej wznowienie - warto sięgać po podobne historie by przypomnieć sobie jak wygląda dobra powieść fantasy.