wtorek, 22 sierpnia 2017

"Pochodnia w mroku" Sabaa Tahir

"Pochodnia w mroku" Sabaa Tahir, Tyt. oryg. A Torch Against the Night, Wyd. Akurat, Str. 512

"Każda udana misja to seria katastrof, którym udało się w porę zaradzić."

Pierwszy tom serii Sabaa Tahir pozytywnie mnie zaskoczył. Z fantastyką u mnie różnie bywa, nie zawsze przypada mi ona do gustu, ale kiedy już zaczytam się w jakiejś historii, nie mogę się od niej oderwać. Przyszło mi długo czekać na kontynuację, ale kiedy już "Pochodnia w mroku" wpadła w moje ręce od razu zabrałam się do lektury.

Muszę przyznać, że duży wpływ na wybór drugiego tomu miało na mnie zakończenie pierwszej części. Nie spodziewałam się takiego finału wydarzeń i ciągnęło mnie do poznania dalszych przygód bohaterów jak nigdy. Byłam ciekawa czy i tym razem autorka sprosta moim oczekiwaniom, ale nie spodziewałam się, że poradzi sobie z "Pochodnią w mroku" tak dobrze. Sabaa Tahir sprostała wymaganiom czytelników: poprawiła styl, zwiększyła liczbę wątków i wplątała w historię tak dużo emocji, ze nie sposób było nie przeżywać fabuły na własnej skórze. Uważam również - chociaż absolutnie nie mam nic do zarzucenia pierwszemu tomowi - że autorka lepiej poradziła sobie z dopracowaniem szczegółów. W najmniejszym detalu nakreśliła osobowości bohaterów, przybliżyła ich charaktery oraz umiejętności i podkreśliła wagę świata przedstawionego.

To co spodobało mi się najbardziej to podjęcie wątku w tym samym momencie, w którym zakończyły się wcześniejsze losy bohaterów. Uwielbiam poznawać na własnej skórze rozwiązanie tak emocjonujących finałów, więc wczytałam się w powieść już od pierwszych stron. Laia i Elias stanęli w kluczowym momencie swojego życia - musieli podjąć ostateczne decyzje, które miały umożliwić im osiągnięcie zamierzonego celu. Zdecydowali się uciec i zrobić wszystko by uratować brata Lai, tylko nie jest to takie łatwe gdy na karku czuje się oddech żołnierzy Komendantki. Towarzyszyłam im w tej drodze i trzymałam kciuki by wszystko potoczyło się po ich myśli, ale jak sami wiecie - bez potyczek  z losem nie byłoby dobrej historii.

Sama akacja zasługuje na uznanie za utrzymanie tempa, które nie gna na złamanie karku a mimo wszystko nie pozwala na złapanie oddechu. Idealnie wpasowuje się w uwagę czytelnika i kusi go dalszymi wydarzeniami, a jednak można przez chwilę podelektować się wątkami, bo kolejne nie wydają się namolne. Sam motyw romantyczny, który pojawił się gdzieś w tle pierwszego tomu także tutaj otrzymał chwilę uwagi i jest też fantastycznym przykładem pokazującym starania autorki by wszystko zrównoważyć - chociaż czuje się tą chemię pomiędzy dwójką bohaterów nie padają sobie w ramiona i nie zalewają czytelnika masą bezsensownych emocji. Uczucie pomiędzy nimi rośnie stopniowo i zdystansowanie - dzięki temu jest mocniejsze w przesłaniu i wiarygodne.

Musicie wiedzieć, że druga część tej serii to historia, która na każdym kroku wprowadza coś nowego. Zaskakuje, intryguje i naprawdę wciąga. A sami bohaterowie? Dorośli, zmądrzeli, zaczęli podejmować inne niż wcześniej decyzje. Przyznaję, że dawno żadna książka nie zaskoczyła mnie tak bardzo, choć przecież spodziewałam się dobre lektury. Dynamizm i akcja to główne atuty tej historii, ale inne pomniejsze motywy również wpływają na to, że "Pochodnia w mroku" stanowi dobra, kompletną całość. Nie pozostaje mi nic innego jak z niecierpliwością wypatrywać kolejnych tomów.

sobota, 19 sierpnia 2017

"Pięć minut Raisy" Agata Kołakowska

"Pięć minut Raisy" Agata Kołakowska, Wyd. Prószyński i Sk-a, Str. 520

"– To zrozumiałe. Proszę nam opowiedzieć, jak się żyje z takim pechem?
– Dość przewidywalnie. – Raisa wzruszyła ramionami.
– Przewidywalnie? Czy spodziewała się pani zatonięcia statku, katastrofy pociągu i ataku w muzeum?
– Oczywiście, że nie. Nie jestem przecież jasnowidzem. Po prostu wraz z upływem czasu przyzwyczaiłam się, że właściwie zawsze coś mi się przydarza."

Dawno temu było dla mnie nie do pomyślenia żebym zdecydowała się na lekturę polskiego autora.  Uprzedzona bez konkretnych powodów do podobnych historii zamykałam się na wszystko co było mi proponowane. Dzisiaj wiem, że to była jedna z moich najmniej rozsądnych decyzji, bo ominęło mnie mnóstwo dobrych książek. Jedną z autorek, które przekonały mnie do naszych książek byłą właśnie Agata Kołakowska, która doskonale wpasowała się w mój gust czytelniczy. Jej pozytywnie zakręcone historie ("Igraszki z losem" czy "Kolejny rozdział") wzbudziły mój szczery uśmiech i to nie jeden raz.

"Pięć minut Raisy" to historia oparta na motywach powieści obyczajowej. Raisa Hedwig - główna bohaterka powieści to osoba z charyzmą, której nie można niczego odmówić. Skupia na sobie całą uwagę czytelnika i kusi niepewnością swoich kolejnych decyzji. Co zaskakujące, Raisa według raportu WHO i Human Resources Institute, została ogłoszona najbardziej pechową osobą na świecie. Brzmi intrygująco? Jest tak w rzeczywistości, bo pomysł na kreację bohaterki jest nie byle jaki. Kto by pomyślał, że na bazie zwykłej cechy charakteru można zbudować całą fabułę? Autorka miała pomysł inny niż wszystkie znane mi do tej pory i wykorzystała go w sposób fantastyczny - stworzyła bohaterkę, której nie sposób nie lubić.

Starsza pani nie jest zaskoczona nadanym jej tytułem, ale ciekawi ją szum medialny, który pojawił się wokół jej osoby. Fabuła oparta na perypetiach Raisy właściwie nie zbacza z tematu i nie pokazuje innych pobocznych motywów, ale nie jest to konieczne, ponieważ główny wątek jest naprawdę intrygujący. Na spotkanie z pechową bohaterką zmierza Magda, dziennikarka stacji NTV, która zrobi wszystko by być na miejscu przed konkurencją. Jej zaciętość mocno konkuruje z charakterem Raisy, ale dzięki temu książka jest jeszcze ciekawsza - kontrast między pokoleniowy oraz skrajność charakterów nadają historii kolorytu. 

Magda otrzymując możliwość przeprowadzenia wywiadu na wyłączność nawet nie wie, że cała historia odmieni jej życie. Ma swoje powody by dociec dlaczego jedno zdarzenie w życiu Raisy zmienia jej postrzeganie. Do tej pory widziana była oczami dziennikarki oraz samego czytelnika jako ofiara zdarzeń losowych, jednak czy to faktycznie prawda? Jak się okazuje autorka w zakasujący i niezwykle obrazowy sposób ukazała życiowe perypetie w sposób barwny i warty uwagi. Książka, chociaż na pierwszy rzut oka wydająca się prostą historią, zmienia swoje oblicze ze strony na stronę. Niesie radość, szczęście i poczucie niepewności do tego czy los faktycznie rządzi się swoimi prawami. Jedno jest pewne - w rękach tej autorki każda książka jest udaną przygodą. Według mnie "Pięć minut Raisy" to historia jakich potrzebujemy - lekka i przyjemna, a jednak z nie do końca nakreślonym przesłaniem, którego odkrycie należy wyłącznie do czytelnika. Napisana z pomysłem i dopracowana do samego końca.